Kiedyś myślałam, że ludzie dzielą się na cis/trans i że rozdziela nas przepaść, którą mało kto (z obu stron) umie pokonać. Dzisiaj ten podział nie ma dla mnie sensu i w ogóle nie doświadczam go w swoim życiu.
Na ostatniej sesji zdobyłam się na to, by powiedzieć mojej terapeutce, że w kobiecości jesteśmy sobie równe, ale nie stało się to magicznie za sprawą żadnego zabiegu. Byłyśmy równe zawsze, dla niej od początku było to jasne, to ja musiałam to zrozumieć i zrozumiałam.
Kiedyś myślałam, że ludzie dzielą się na hetero/niehetero, dziś widzę wyraźnie, że to też nie jest żaden podział, żaden powód do konfliktu. W miłości też jesteśmy sobie równe i równi.
W ogóle, widzę coraz mniej sensownych podziałów między ludźmi, takich, w których potrafiłabym się zmieścić. Może to trochę idealistyczne, ale przepaść dostrzegam tylko między tymi, które i którzy pogłębiają podziały i podsycają konflikty, a tymi, które i którzy pragną pokoju, wzajemnego zrozumienia. Tylko co z tym zrobić?
W oczach wieku osób uchodzę za naiwną i słabą z "tym swoim Jezusem".
Ale właśnie w takiej postawie czuję się silna i wolę wyciągać rękę do zgody, niż dobywać miecza.
Czuję się bezpieczniej plewiąc nienawiść ze swego serca i nie ulegając lękom, które prowadzą do izolacji i nienawiści. Na każdą transfobię i homofobię tego świata, świat odpowiada mi ludźmi, którzy traktują mnie jak siostrę, przyjaciółkę, koleżankę, kobietę równą innym kobietom. Doświadczam tego na co dzień. Tych ludzi znam osobiście. Tamtych nie. Widzę w nich osoby, które dały się wciągnąć w nienawiść i przyrzekam sobie, że mnie to nie spotka.
Wiara uczy mnie, by za wrogów się modlić. Dla wielu osób jest to znowu przykład chrześcijańskiej naiwności, ale jeśli uznamy, że nienawiść do drugiego człowieka to choroba duszy, modlitwa o to, by ich dusze zostały uleczone, staje się również aktem samoobrony. Jest to praktyka, która chroni mnie przed zapadnięciem na tę samą chorobę. Ale wierzę też głęboko w to, że nienawiść może być uleczona.
Jestem wolna, przyszłam współkochać.
reshared this
Olcia i 8Petros [$ rm -rv /capitalism/*] reshared this.
8Petros [$ rm -rv /capitalism/*]
in reply to Enza Paz 🧜♀️ • •★discrust★
in reply to Enza Paz 🧜♀️ • • •Twoje słowa są ważne. niech dotrą do innych, do wszystkich, ze wszystkich stron...
подржавам и захваљујем!
Enza Paz 🧜♀️
in reply to ★discrust★ • • •@lukaso666 dzięki, czasem mam potrzebę pisać o wierze, bo również dzięki niej jestem tu, gdzie jestem.
Wiem, że dla wielu osób chrześcijaństwo jest elementem systemu opresji. Dla mnie wychowanie w wierze katolickiej też było źródłem cierpienia i bardzo mnie skrzywdziło. Zrujnowało mi dzieciństwo i młodość, wtłoczyło w poczucie winy, obrzydzenie do siebie i strach. Dlatego rozumiem osoby, które nie chcą mieć z tą, ani żadną inną religią, nic wspólnego.
Musiały minąć lata, bym zobaczyła i przeżyła chrześcijaństwo poza tamtym doświadczeniem i otworzyła się na miłość, której doświadczam w indywidualnej relacji z Bogiem.
Mam to szczęście, że należę do wspólnoty, która akceptuje mnie w pe
... pokaż więcej@lukaso666 dzięki, czasem mam potrzebę pisać o wierze, bo również dzięki niej jestem tu, gdzie jestem.
Wiem, że dla wielu osób chrześcijaństwo jest elementem systemu opresji. Dla mnie wychowanie w wierze katolickiej też było źródłem cierpienia i bardzo mnie skrzywdziło. Zrujnowało mi dzieciństwo i młodość, wtłoczyło w poczucie winy, obrzydzenie do siebie i strach. Dlatego rozumiem osoby, które nie chcą mieć z tą, ani żadną inną religią, nic wspólnego.
Musiały minąć lata, bym zobaczyła i przeżyła chrześcijaństwo poza tamtym doświadczeniem i otworzyła się na miłość, której doświadczam w indywidualnej relacji z Bogiem.
Mam to szczęście, że należę do wspólnoty, która akceptuje mnie w pełni. Doświadczenie bycia częścią zboru, przyjmowania komunii w jedności z moimi siostrami i braćmi w Jezusie, pozwoliło mi też uwierzyć, że w oczach Boga jestem im równa. Większość mojego życia to był hardkor, z którego wyszłam bardzo poobijana.
Takie osoby jak ja są często traktowane pobłażliwie. Mówi się o nas, że jesteśmy słabi i żeby się ogarnąć potrzebujemy jakiejś nadnaturalnej mocy, więc ulegamy iluzjom, które są przed nami roztaczane, by nas kontrolować.
No ale mnie się udało w relacji z Bogiem odnaleźć wolność, zaakceptować siebie, poczuć, że moje życie, ma wartość i jest cudem, a moją drogą jest kochać innych taką miłością, jaką kocham siebie, więc muszę się nauczyć miłości do siebie, bym mogła dzielić się miłością z innymi.
Dla mnie wiara jest przede wszystkim o miłości. O codziennym wybaczaniu samej sobie i innym, o żalu za popełnione zło, wobec siebie i innych, który nie jest bezsensownym biczowaniem się we wstydzie, ale konieczną drogą do bycia lepszym człowiekiem.
Widzę piękne zmiany w swoim życiu i wiem, że to jest moja droga, ale wiem też, że wiara jest najbardziej intymną z relacji do zewnątrz, jakie potrafię sobie wyobrazić i szanuję inne szlaki ku Dobru. Bo to właśnie Dobro jest tym, ku czemu powinniśmy się jako ludzie kierować i mamy też na szczęście dość uniwersalny obraz Dobra.
Życzę Ci pięknej drogi :)