Teofil Kupka i mroczne strony śląskiego plebiscytu. TW: opisy przemocy, zabójstwa.
Autor: Rafał Adamus
Źródło: Facebook 🤮
#Śląsk #Historia #Plebiscyt #TeofilKupka #JózefKorfanty #UwolnioneZFB #RafałAdamus
O etniczno-narodowej tożsamości Ślązaków zwykło się mawiać, że jest labilna. Bo, pod wpływem różnych idei czy wydarzeń, Ślązak może zmieniać tę tożsamość nawet kilka razy w ciągu jednego życia: wpierw jest Niemcem, potem Polakiem, a jeszcze później Ślązakiem, Czechem czy jeszcze kimś innym. Bądź na odwrót. 140 lat temu urodził się działacz plebiscytowy, który w ciągu ledwie dwóch miesięcy "zaliczył" 3 opcje etniczno-narodowe. I nie był to efekt jego "widzimisię", a raczej chłodnej kalkulacji popartej logiczną argumentacją. Niestety chłodna kalkulacja i logiczna argumentacja nie uchroniły go przed zbrodnią zadaną w czasie najbardziej przerażającej kampanii propagandowej w dziejach Górnego Śląska.Teofil Kupka (dla znajomych zapewne "Tyjo") dzieciństwo spędził w rodzinnych Marklowicach. W rodzinie Teofila silne były propolskie przekonania. Jego ojca nazywano nawet "fanatycznym Polakiem". Nie dziwi więc, że Tyjo wraz z licznym rodzeństwem działał w Towarzystwie Polsko-Katolickim, które odgrywało wówczas istotną rolę w krzewieniu polskiej kultury i tożsamości w górnośląskim społeczeństwie. Te doświadczenia z pewnością wpłynęły na kształtowanie światopoglądu młodego Teofila.
Skończył on gimnazjum i zatrudnił się jako urzędnik na kopalni. Pracował m.in. w kopalni Matylda w Lipinach (obecnie dzielnica Świętochłowic). Tam też poznał i poślubił Apolonię Matysek. Młode małżeństwo przeprowadziło się do Bytomia. Tyjo również tam podjął pracę jako kopalniany urzędnik. Mając silnie propolskie poglądy pisywał "na boku" teksty do "Katolika", antyniemieckiego pisma założonego pół wieku wcześniej i przez długi czas kierowanego przez Karola Miarkę. W końcu trafił do Polskiego Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu. Szef Komisariatu, Wojciech Korfanty, szybko się zorientował, że niespełna 35-letni Kupka jest bardzo utalentowany. Zaproponował mu więc objęcie kierownictwa Wydziału Organizacyjnego w Komisariacie. Tyjo się zgodził i wiosną 1920 r. w bytomskim hotelu "Lomnitz" (zwanego tak od nazwiska właściciela) zaczął bezpośredni nadzór nad działalnością 350 propolskich agitatorów, którzy jeździli po całym Górny Śląsku zachęcając do głosowania za Polską.
Niestety praca w PKP znacząco różniła się od wcześniejszych wyobrażeń Teofila. Szybko zauważył on, że w strukturach Komisariatu faworyzowane są osoby spoza Śląska, głównie z Wielkopolski. W kierownictwie Komisariatu było ledwie trzech Ślązaków - on, Korfanty oraz Józef Rymer, późniejszy wojewoda. Resztę wysokich stanowisk obsadzili "obcy", którzy niejednokrotnie podejmowali decyzje bez konsultacji ze śląską częścią PKP. Różnice w wynagrodzeniach pomiędzy polskimi a śląskimi pracownikami Komisariatu też były znaczące na niekorzyść tych drugich. Dodatkowo Kupkę bardzo drażniło, że "polscy szlachcice" w tak lekceważący sposób odnosili się do - jak sami mawiali - "ludku śląskiego" i często ze Ślązaków kpili.
Przede wszystkim jednak nie zgadzał się Tyjo z kierunkami i metodami prowadzenia kampanii plebiscytowej. Oczekiwał rezygnacji z terroru wobec górnośląskich Niemców. Podejmował w tych kwestiach interwencje u Korfantego. Domagał się zrównania w Komisariacie pozycji urzędników śląskich i polskich oraz zagwarantowania, że w przyszłym województwie śląskim władzę obejmą sami Górnoślązacy, a nie administracyjni wysłannicy z Polski. Kiedy kolejne podejmowane rozmowy nie pomagały, Kupka zagroził Korfantemu strajkiem śląskich pracowników Komisariatu. Gwoździem do trumny ich relacji była reakcja na tzw. drugie powstanie śląskie (którego 105 rocznicę wybuchu obchodziliśmy przedwczoraj). Teofil kategorycznie zażądał potępienia przemocy. Nie wiedział, że walki rozpoczęły się z inspiracji działaczy Komisariatu, w tym i samego Korfantego.
W tym miejscu źródła nie są zgodne. Według jednych to Korfanty, obawiając się rozłamu, polecił usunąć Kupkę z Komisariatu. Według innych to sam Tyjo postanowił odejść. Jednak bez względu na to gdzie leży prawda, razem z Kupką odeszła z Komisariatu część śląskich działaczy (w tym Cysarz, Zmuda, Gemander, Szymura czy Pietruszka), którzy zdecydowanie odcięli się od Korfantego. We wrześniu 1920 r. powołali oni w Bytomiu, zresztą nieopodal hotelu "Lomnitz", Górnośląski Komitet Plebiscytowy. Początkowo pełnił on funkcję organu plebiscytowego Związku Górnoślązaków (Bund der Oberschlesier), domagając się "wolnopaństwowej autonomii" Górnego Śląska, czyli de facto jego niepodległości. W wydawanym przez GKP czasopiśmie, dwujęzycznej "Woli Ludu", pojawiły się hasła "Górny Śląsk dla Górnoślązaków" oraz teksty nawołujące do utworzenia federacyjnej, wielojęzycznej republiki górnośląskiej, na kształt Konfederacji Szwajcarskiej. Postulaty te były jednak mocno spóźnione gdyż idea górnośląskiej niepodległości (podnoszona przez część śląskich środowisk 2 lata wcześniej) została pogrzebana wraz z zawarciem Traktatu Wersalskiego. Kupka szybko zdał sobie z tego sprawę, dlatego nawiązał kontakt z niemieckim komisarzem plebiscytowym, Kurtem Urbankiem. I to za niemiecką przynależnością Górnego Śląska zaczął się coraz częściej opowiadać.
Tymczasem PKP Korfantego rozpoczął skierowaną przeciwko Kupce kampanię oszczerstw na niespotykaną do tej pory skalę. Jeśli czasem bulwersuje Was wzajemny hejt zwolenników PiS i PO, to wyobraźcie sobie, że w porównaniu z agresją okresu plebiscytowego, dzisiejsze wyzwiska i awantury w social-mediach są jak sprzeczka dzieci w piaskownicy. Kupkę wyzywano od zdrajców, sugerowano też, że od samego początku był niemieckim szpiegiem w strukturach Polskiego Komisariatu mającym na celu pozyskanie poufnych informacji. Na łamach "Orędownika", prasowego organu PKP, pojawił się m.in. wywiad z matką Teofila, w którym ona jednoznacznie potępiła ostatnie działania swojego syna. Tyjo nie pozostawał dłużny. W "Woli Ludu" pojawiły się teksty demaskujące metody działania organizacji Korfantego oraz prawdziwe cele propolskiej agitacji. Pisano tam, że Korfanty chce by "niemieckich panów zastąpili panowie polscy".
20 listopada, około godziny 17, do mieszkania Kupki w bytomskiej kamienicy przy ul. Donnersmarcka 9 (obecnie ul. Orląt Lwowskich), zapukało dwóch mężczyzn. Otworzył im jeden z synów Teofila. Poprosili by zawołał ojca. Tyjo wyszedł do nich, a tuż za nim reszta rodziny, ciężarna żona i pozostała czwórka dzieci. Przybysze oznajmili, że skierowano ich do niego bo szukają pracy na kopalni. Gdy Kupka wyciągnął notes i zaczął notować ich nazwiska, oni wyjęli rewolwery i - na oczach całej rodziny - oddali do niego serię strzałów. Tyjo zginął od ośmiu kul, które przeszyły jego głowę i klatkę piersiową. Pośród bryzgów krwi, zgiełku, krzyków przerażonych dzieci i niemal omdlałej, brzemiennej Apolonii, napastnicy wybiegli na ulicę.
Ślady zbrodni prowadziły do mieszkańców Szarleja (dziś dzielnica Piekar Śląskich), Henryka Myrcika (pracownika Polskiego Komisariatu Plebiscytowego) i Franciszka Jendrzeja (członka Polskiej Organizacji Bojowej). Myrcika aresztowano i osadzono w więzieniu. Jendrzeja nie udało się złapać, więc skierowany do sądu akt oskarżenia obejmował tylko Myrcika. Jak później zeznał Franciszek Lubos, szef personelu Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, 4 dni przed morderstwem Korfanty poprosił o wydanie nieznanym mężczyznom fotografii Kupki. Zaplanowana na 24 lutego 1921 r. rozprawa jednak się nie odbyła z powodu braku... aktu oskarżenia i oskarżonego. Okazało się, że dzień wcześniej Myrcik został przez francuskich żołnierzy wyprowadzony z więzienia i w ich asyście przetransportowany do Opola, gdzie sprawą zajął się prokurator Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej. Prokurator ten próbował uzyskać od prokuratora z Bytomia wykreślenie ze sprawy zabójstwa Kupki wątków politycznych. Ostatecznie sprawą zajął się sąd Komisji Międzysojuszniczej w Opolu. 31 stycznia 1922 r. Henryk Myrcik został skazany, ale nie za udział w zabójstwie a za samo jego przygotowanie. Niedługo później na mocy amnestii zwolniono go z odbywania kary.
Przewodniczący Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej, francuski gen. Henri Le Rond, którego podwładni żołnierze tuż przed rozpoczęciem procesu Myrcika wyprowadzili go z bytomskiego więzienia i którego podwładny prokurator czynił wszystko by sprawę morderstwa Kupki zamieść pod dywan lub - w najgorszym razie - rozmydlić tak by Myrcika skazać za błahostkę, po przejęciu przez Polskę w 1922 r. części Górnego Śląska, otrzymał posadę członka Rady Nadzorczej spółki Skarboferm SA, która - w imieniu Skarbu Państwa - objęła w posiadanie górnośląski przemysł.
Z kolei przewodniczącym Rady Nadzorczej tej spółki był Korfanty. Później jednak popadł w ostry konflikt z rządzącą od 1926 r. sanacją. Dlatego w 1935 r. udał się na emigrację do Czechosłowacji, z której powrócił w kwietniu 1939 r. i natychmiast został przez władze osadzony w więzieniu na Pawiaku. Jednak stan jego zdrowia nagle i ekspresowo zaczął się pogarszać. Dlatego 20 lipca został z więzienia zwolniony, a 3 tygodnie później poddano go operacji. Zmarł 17 sierpnia. Jak rok później zeznał w Londynie prowadzący jego operację płk. dr Bolesław Szarecki, owrzodzenia wątroby Korfantego przypominały objawy typowe dla zatrucia arszenikiem. Ale to zupełnie inna historia.
cena morderstwa Teofila Kupki przedstawiona na okładce „Nowości Illustrowanych” (źródło: Wikipedia)
HeliosPi reshared this.