W zeszłym roku udało nam się zdobyć dla Kanako wybajerzony elektryczny wózek offroad, ochrzczony „Monster”.
Oznacza to, że „w razie W” mamy teoretycznie możliwość samodzielnej ewakuacji.
Ale sprzęt bez praktyki jest tylko balastem.
Dlatego na początku maja, zamiast odnowić umowę najmu mieszkania, pakujemy większość dobytku do storydżu, zapinamy do Monstera przyczepkę-samoróbkę, a do mojego roweru Kasi wózek aktywny, po czym ruszamy w podróż z namiotem po Polsce. Do Gliwic wracamy w sierpniu, i wtedy będziemy szukali nowego lokum.
Same korzyści:
- oszczędzamy większość czynszu (na nową kaucję, hehe…);
- regenerujemy się psychicznie i fizycznie (oj, bardzo potrzebne…);
- we względnie bezpiecznym otoczeniu uczymy się kompleksowego przetrwania poza miejską infrastrukturą: poruszania się w terenie, mieszkania w namiocie, utrzymywania zdrowia i higieny w warunkach polowych, zaopatrzenia i gotowania, używania fotowoltaiki do ładowania wózka i elektroniki, nawiązywania kontaktów poza strefą komfortu…
Dla mnie to jest miłe przypomnienie życia „w poprzednim wcieleniu” (to już siedem lat? O jej!). Dla Kasi, z jej porażeniem czterokończynowym i typowym życiorysem wykluczonej osoby z niepełnosprawnością, to „pierwszy krok w chmurach” – wyprawa ekstremalna, szczególnie w sensie emocjonalnym.
No więc zapowiadam, że będziemy tu publikować „obrazki z podróży”, a na koniec podzielimy się doświadczeniami i wnioskami praktycznymi.
Będzie nam supermiło, jeśli ktoś nas chce dokądś zaprosić, albo spotkać gdzieś w terenie – odzywajcie się!


Co o tym myślisz?