Już nie było wymówki, trzeba było się wziąć za mielenie.
Zrobiło się tego sporo:
- prawie dwa kilo orzeszków ziemnych,
- ponad półtora kilo słonecznika,
- po kilogramie orzechów włoskich i sezamu,
- po trochu nasion chia, siemienia lnianego i czarnuszki.
Orzechy, słonecznik i sezam poszły do blendera, reszta – do młynka. Potem zostało tylko dozowanie (cztery rundy w sumie) i mieszanie.
Nasz kuchenny robot z OLXa naprawdę uczciwie zapracowuje na siebie. Efek jak widać – dziewięć próżniaczych paczek, plus jedno pełne pudełko do bieżącej konsumpcji.


W bonusie lekka i pożywna kolacja wegańska:
- trochę spagetti, co Kanako już nie zmogła,
- kilka łyżek czarnej fasoli, ugotowanej na super miękko z sodą i homeopatyczną dawką soli (podbijającą naturalną słodycz),
- sos: dużo zacnej greckiej oliwy, płatki drożdżowe, garść świeżo zmielonej posypki, sos sojowy i chlap srirachy.
Mniam!


Co o tym myślisz?