Na stole pokrytym ceratą, po lewen ustawione w dwóch szeregach pojemniki ze zmielonymi orzechamii ziarenkami. Po prawej, robot kuchenny z mieszadłem, blenderem i młynkiem.

Próżniujemy, część druga.

Już nie było wymówki, trzeba było się wziąć za mielenie.

Zrobiło się tego sporo:

  • prawie dwa kilo orzeszków ziemnych,
  • ponad półtora kilo słonecznika,
  • po kilogramie orzechów włoskich i sezamu,
  • po trochu nasion chia, siemienia lnianego i czarnuszki.

Orzechy, słonecznik i sezam poszły do blendera, reszta – do młynka. Potem zostało tylko dozowanie (cztery rundy w sumie) i mieszanie.

Nasz kuchenny robot z OLXa naprawdę uczciwie zapracowuje na siebie. Efek jak widać – dziewięć próżniaczych paczek, plus jedno pełne pudełko do bieżącej konsumpcji.

W bonusie lekka i pożywna kolacja wegańska:

  • trochę spagetti, co Kanako już nie zmogła,
  • kilka łyżek czarnej fasoli, ugotowanej na super miękko z sodą i homeopatyczną dawką soli (podbijającą naturalną słodycz),
  • sos: dużo zacnej greckiej oliwy, płatki drożdżowe, garść świeżo zmielonej posypki, sos sojowy i chlap srirachy.

Mniam!

Co o tym myślisz?

DIY Ewakuacja Kemping Lato2026 MonsterTrip Myślenie NaWózku OffGrid Outdoor OzN Pakowanie powitanie Prawda Rehabilitacja Siła Transport Wolność Wyposażenie Wyprawa Zapasy Zdrowie Światopogląd Żywność