#MikołajSusujew #UwolnioneZFB #polska #ukraina #nato #USA
Drogi Polski i Ukrainy się rozjeżdżają.Moje przemyślenia w kontekście polityk bezpieczeństwa Polski i Ukrainy, które coraz bardziej są ze sobą sprzeczne.
Jakiś czas temu, chyba już ok. roku temu napisałem tekst o tym jak mocno rozjeżdżają się wizje rozbudowy sił zbrojnych polska i ukraińska. I jak te rozbieżności powodują, że nie ma zbyt wielu projektów, które by jakoś zacieśniły współpracę w tej dziedzinie. I ja powiem szczerze, zgodnie moich obserwacji i przemyśleń, od tamtego czasu sytuacja tylko się pogorszyła w tej dziedzinie. Oczywiście różnice w podejściu wynikają z różnych sytuacji geopolitycznych Ukrainy i Polski. Ukraina swoją koncepcję opiera o własne doświadczenie prowadzonej wojny na wyczerpanie, którą mimo że przy wsparciu z zewnątrz jednak prowadzić musi samodzielnie. Poza tym robi też pewne wnioski z tego jak partnerzy, na których się polega podczas wojny, mogą ograniczać twoje możliwości i narzucać ci swoja wizję prowadzenia wojny sprzeczną z twoimi własnymi interesami.
Ale nie chodzi w tym wszystkim wyłącznie o koncepcję rozbudowy sił zbrojnych. Muszę powiedzieć wprost, że stanem na teraz rozjeżdżają się już ogólnie polityka bezpieczeństwa państwa polskiego i Ukrainy. Wizje dwóch państw na poziomie strategicznym i wnioski, które decydenci w obu państwach robią z ostatnich wydarzeń są zupełnie inne. I to potencjalnie prowadzi do zupełnego rozjeżdżania się interesów Polski, a Ukrainy jeżeli te trendy się utrzymają w obu państwach. W dodatku też wojna zmienia Ukrainę i jej klasę polityczną, jej służby specjalne. Ukraina z tej wojny robi taki wniosek, iż "świat należy do odważnych", więc polityka państwa musi być pełna inicjatywy, musi być aktywna jeśli nie powiedzieć agresywna. Ukraina pod tym względem coraz bardziej przypominać zaczyna Izrael. Decydenci nie boją się ryzykownych decyzji i aroganckich akcji, nawet jeżeli to potencjalnie ich naraża. No bo dla kraju w takiej sytuacji skala tego co jest ryzykowne, a co nie jest, ona się przesuwa. Wcale tak nie jest, że skoro kraj jest narażony na wymazanie z mapy, to decydenci z tego powodu stają się bardziej ulegli i ostrożni. Przeciwnie, z moich obserwacji wynika, iż zwycięża logika - "gorzej już nie będzie". I paradoksalnie ta słabość zachodu wobec Rosji, którą w ostatnich latach obserwowaliśmy, ona również uczy Ukraińców, że twoje PKB, zasoby, twój potencjał niewiele znaczą w sytuacji wojny. Oni z tej sytuacji zrobli taki wniosek, że kraj mniejszy i słabszy ale aktywny i zdeterminowany może osiągnąć o wiele więcej niż bogaty ale pasywny.
I to zaczyna coraz bardziej kontrastować z polskim bardzo ostrożnym podejściem do polityki bezpieczeństwa, skierowanym bardziej na utrzymanie status quo niżeli na próbę znalezienia nowych filarów dla tej polityki w nowej sytuacji geopolitycznej. I ja tutaj nie próbuję określić jaka polityka jest słuszna, a jaka prowadzi do zguby. Nie to jest celem tego tekstu. Chce natomiast podkreślić pewne tendencje, które ja widzę po stronie ukraińskiej teraz, które z czasem staną się coraz bardziej jawne.
Ukraińcy już rozumieją bardzo dobrze, że żadne przyjęcie Ukrainy do NATO nie jest możliwe, bo prawda jest taka, że w momencie kiedy sytuacja geopolityczna zmieni się na tyle iż NATO będzie gotowe przyjąć Ukrainę, prawdopodobnie już do niczego jej nie będzie potrzebne. Taka jest prawda. NATO jako organizacja w obecnym kształcie nigdy nie podejmie ryzyka przyjęcia Ukrainy, co by się nie stało, nawet jeżeli na przykład zostanie podpisane zawieszenie broni i będzie stabilne. Ukraińcy z tym już się pogodzili i idą tak naprawdę dalej mimo, że oficjalne ten cel oczywiście zawsze będą deklarować. Po prostu dlatego, że celem Rosji jest zakaz przystąpienia Ukrainy do NATO, a oni nie mogą formalnie się zgodzić by Rosja o tym decydowała. To samo dotyczy i tzw. "koalicji chętnych" ... bo nikt nie wierzy na Ukrainie, że taka koalicja może dać jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa Ukrainie. To tylko w Polsce na poważnie toczy się dyskusja, "czy Polska zostanie wciągnięta do misji wojskowej na Ukrainie". Wszystko co było omawiane w krajach zachodnich wokół tematu tej potencjalnej misji, no maksymalnie zabezpiecza pewne wsparcie dla Ukrainy na jej tyłach. Ale w żaden sposób nie odstrasza Rosję. Czy ma sens jakieś stacjonowanie kilku tysięcy zachodnich wojsk gdzieś za Dnieprem po to by szkolić ukraińskie jednostki? Po co, by być celem uprawnionym dla Rosjan ... żeby oni w wojnie hybrydowej mogli testować jedność NATO na terenie Ukrainy? Posłuchajcie poważnych ludzi, którzy cokolwiek mają do powiedzenia w ukraińskim wojsku czy dyplomacji i się wypowiadają na ten temat. Nikt nie wierzy, że to może dać Ukrainie jakiekolwiek bezpieczeństwo.
Prosto teraz swoją droga przychodzi też uświadomienie, że i przystąpienie do Unii również prawdopodobnie spotka się z podobnymi problemami. Albo nawet większymi. I to wywołuje dyskusję, a co w zasadzie Ukraina ma robić dalej i jaką politykę prowadzić? W jaką stronę ta dyskusja zmierza? W stronę pragmatyzmu i polityki realizmu, jeżeli można tak powiedzieć. Nie licząc na NATO, Unię Europejską i również nie licząc zupełnie już na USA, stawkę się robi na budowanie relacji bilateralnych z poszczególnymi krajami gotowymi do budowania tych relacji. Szuka się pewnego bilansu i budowania koalicji chętnych długoterminowo wspierać własny wysiłek ukraiński. Krajów które są zainteresowane wzmocnieniem Ukrainy na tyle, żeby była w stanie jako pewnego rodzaju twierdza, długoterminowo wytrzymywać nacisk Rosji. Długoterminowo, bo Ukraińcy właśnie myślą o tym jako długotrwałym konflikcie, który być może najpierw ucichnie, a później w każdej chwili może się zaktywizować.
Bardzo ważne jest tutaj kwestia podejścia do USA. Trzeba wprost powiedzieć, że zaufanie do USA jako strategicznego partnera, na którym można w dłuższej perspektywie się oprzeć, Trump na Ukrainie zrujnował zupełnie i tego już się nie da odbudować, nawet jeżeli dojdzie z czasem do zmiany tej polityki. Co zresztą nie oznacza, że Kijów nie będzie się starał o podtrzymanie kontaktów z obecną administracją. Będzie próbował zyskać tyle ile się da w stosunkach i z USA i z NATO jako organizacją i z Unią i jej instytucjami. Na poziomie oficjalnym Kijów na pewno będzie się uśmiechał do wszystkich. Ale stawki w swojej polityce bezpieczeństwa na jedną kartę robić już nie będzie. Mało tego, wnioski Kijowa z obecnej polityki administracji Trumpa są takie, iż NALEŻY POPIERAĆ KONCEPCJĘ AUTONOMII STRATEGICZNEJ EUROPY BEZ USA. I należy zadbać by Kijów zyskał swoje miejsce w tej nowej architekturze bezpieczeństwa Europy bez USA jako ważnego filaru. Jako wysuniętej twierdzy, którą się umacnia, żeby mieć spokój tam dalej na zachodzie ... lub nawet po prostu po to by rozmawiać z Rosją z pozycji siły i żeby Ukrainę w podobnych rozmowach nie dało się pominąć.
Działania Trumpa nie tylko powodują, iż Ukraińcy uświadamiają sobie, że nigdy nie staną się częścią NATO, ale ważne jest to, że też PRZESTAJĄ WIERZYĆ IŻ GWARANCJE NATO REALNIE DAJĄ BEZPIECZEŃSTWO. Czyli ukraińscy eksperci w swoich dyskusjach dochodzą coraz częściej do wniosku, iż nawet samo potencjalne przystąpienie do NATO prawdopodobnie od Rosji ich nie uchroni. Tam za naszą wschodnią granicą traci się wiara w tą organizację i sam sens potencjalnego przystąpienia do tej organizacji. A to ma konkretne skutki, które polegają na tym iż Ukraina w tej chwili może nawet delikatnie zacząć działać w kierunku fragmentacji i osłabienia NATO. Taki paradoks. Bardzo dobrze to widać na przykładzie opinii głoszonych wcale nie przez Zełeńskiego czy kogoś z obozu obecnej ekipy rządzącej, tylko osoby, która ma o wiele większy autorytet w Polsce niż Zełeński - generała Załużnego. Nie wiem czy Państwo zwrócili uwagę, ale generał, który obecnie jest ambasadorem Ukrainy w Wielkiej Brytanii od pewnego czasu aktywnie jeździ z wykładami na uczelniach i robi różnego rodzaju publiczne występy. Załużny ma spore szanse zostać następnym przywódcą państwa ukraińskiego, jeżeli tylko będzie chciał wziąć udział w pierwszych powojennych wyborach. W pamięci narodu został tym, kto uratował ten kraj na wczesnych etapach wojny i przegonił Ruskich spod Kijowa, Charkowa i Chersonia. Z tego powodu ja bym radził zwrócić uwagę na jego wypowiedzi jeżeli się chce zrozumieć jaka będzie polityka Ukrainy w przyszłości.
Z tych wypowiedzi na przykład wynika, iż bazując na jego własnym doświadczeniu kontaktów z partnerami z NATO, Załużny jest przekonany iż artykuł 5 nie działa w praktyce. Mało tego on uważa iż kraje członkowskie narażone na potencjalne ataki ze strony Rosji wiedzą o tym i bardzo się boją ujawnienia tego faktu. Czyli jego zdaniem kraje wschodniej flanki starają się nie doprowadzać do sytuacji, w której artykuł 5 mógłby zostać przetestowany bo sami w jego siłę nie bardzo wierzą. Załużny wprost mówi, że potencjalne przystąpienie Ukrainy do NATO w tej sytuacji nie da Ukrainie nic poza poczuciem moralnej i politycznej satysfakcji. Uważa również iż z czasem ta sytuacja stanie się oczywistością dla wszystkich co doprowadzi do degradacji sojuszu, a więc należy już teraz budować stosunki z tymi, kto jest gotowy działać w sytuacji krytycznej ... po to by można było na ruinach NATO budować nowy sojusz, w którym Ukraina będzie miała swoje miejsce. Na przykład proponuje budować ścisłą współpracę z krajami członkowskimi JEF (Joint Expeditionary Forces) dlatego iż uważa, że to jest jedyna w Europie organizacja, która już ma własne niezależne od NATO struktury dowodzenia i koordynacji, które można potencjalnie rozbudować w razie potrzeby.
Podsumowując, Ukraina:
- Stawia na wzmocnienie zdolności europejskich bez USA bo uważa, że USA jest już partnerem niestabilnym i nawet potencjalnie niebezpiecznym.
- Stawia na francusko-niemiecką koncepcję rozbudowy zdolności europejskich bo uważa iż tylko dla Europy, której bezpieczeństwo zagrożone jest obecną wojną bezpośrednio może zależeć na wspieraniu Ukrainy w długotrwałej perspektywie.
- Nie widzi dla siebie miejsca w NATO i być może w Unii Europejskiej ( tutaj jest znak pytania) więc już teraz przygląda się i przygotowuje się na świat "po NATO"
- Uważa, że kryzys będzie długotrwały i będzie się globalizować ... i jest to dopiero jego początek więc on dotknie prawdopodobnie Europę, Chiny, USA bezpośrednio na kolejnych etapach. A więc należy zadbać by ten kryzys przeżyć i zadbać o miejsce dla siebie w nowym systemie bezpieczeństwa, który się wykształci po ustabilizowaniu się sytuacji.
- Ogólnie rzecz biorąc miejsce, które Ukraina na ten moment widzi dla siebie - mały zmilitaryzowany potworek we wschodniej Europie, fabryka broni, twierdza, żródło technologii, doświadczenia bojowego. I Ukraińcy uważają, że to wszystko będzie jeszcze przez dłuższy czas miało wagę, więc będą tu mieć przysłowiowe "karty" w tej grze.
- I oczywiście umową by ta cała polityka bezpieczeństwa miała szansę na powodzenie - jest przetrwanie w obecnej fazie wojny. Więc oni szukają każdej możliwości teraz na budowanie szeroko zakrojonej współpracy, która by dywersyfikowała by im dostawy amunicji i uzbrojenia z zewnątrz ... ale przede wszystkim by potęgowało ich własną produkcję. Na to w tej chwili kierują cały swój wysiłek.
Na ten moment, wydaje mi się oczywistym iż w Polsce myślenie o polityce bezpieczeństwa jest zupełnie inne. Przy czym w praktyce nie jest zbyt ważne, która partia realnie rządzi. Generalnie próbujemy zachować status quo i zachować te pozycje w obecnym sojuszu, które mamy. Bo on dawał nam bezpieczeństwo przez długi okres czasu i próbujemy zrobić wszystko by zachować jego jedność by i dalej odstraszał Rosję i dawał nam to bezpieczeństwo. No a kluczowym elementem tego odstraszania oczywiście jest obecność USA w Europie i konkretnie naszym regionie, więc przede wszystkim dbamy o utrzymanie maksymalnie dobrych relacji z USA by tak dalej zostało. I w ramach tego wektora naszej polityki, wydaje mi się, iż jako państwo patrzymy na plany francuskie i niemieckie jak na zagrożenie, bo uważamy iż ich celem jest wypchnięcie wręcz USA z Europy co może ich zniechęcić do udziału w obronie wschodniej flanki. No bo nasz sposób rozbudowy sił zbrojnych, on się opiera przede wszystkim na zdolnościach USA i możliwościach ich zbrojeniówki, bo chodzi o wzmocnienie więzi ze Stanami i próbą ich przywiązania do regionu. Aż do słynnej "polisy ubezpieczeniowej", o której mówił nasz MON. A kraje zachodniej Europy mówiąc o potrzebie rozbudowy swoich zdolności, raczej mają na myśli stopniowe uniezależnienie się od USA. Co dla nas może wyglądać jako celowe osłabienie więzi transatlantyckich. Bo jak powiedział prezydent RP w kwietniu tego roku : "nie będzie bezpieczeństwa Europy bez USA".
Jak widać te strategie są ze sobą sprzeczne już teraz i to jest dopiero początek tej drogi. Z czasem ja przewiduję, że te sprzeczności będą się ujawniać. Często dla nas działania ukraińskie będą zaskakujące i być może postrzegane nawet będą jako niebezpieczne i sprzeczne z naszym interesem tak jak go polscy decydenci obecnie traktują. Trzeba po prostu przyjąć to do wiadomości.
reshared this
Paweł Precz i matt reshared this.
#ICE #resistance #USA
The ICE List: Tracking Deportation Agents Across AmericaCrowdsourced database of individuals involved in deportations, ICE operations, and associated abuses.
The ICE List is an open journalistic project created by the Crustian Daily.
reshared this
Fugue State Audio, Synkr3tyk i poison punk reshared this.
#USA #Immigration #policies #Liberated from FB
#OliverKornetzke
Apologies for the length, but not for the substance. In a country where immigrants are routinely dehumanized by those who misunderstand or ignore the truth, this couldn’t be said briefly. I chose clarity and completeness over convenience—because some things deserve the space to be said right:You hear it all the time across America—in every corner of this country, though it echoes most clearly in predominantly white, rural, and small-town places: “Why don’t they just come here legally?” It’s said like a mic drop, as if immigration were as simple as waiting in line at the DMV and filling out a few forms. But it’s not—and it never has been. The truth is, for most people around the world—especially the poor, the displaced, and those from the Global South—there is no line. There is no straightforward path. For the vast majority, there is no legal way to immigrate to the United States at all.
The people who parrot that question usually don’t know a single thing about U.S. immigration policy. They haven’t read about quotas or waitlists, and they have no idea what it actually takes to get a visa, green card, or citizenship. They don’t realize that the system is not just broken—it’s designed to exclude. It’s a maze of bureaucracy, arbitrary limits, and near-impossible requirements, particularly for those without wealth, education, or existing family connections in the U.S. Many fall back on slogans like “Follow the rules,” “Wait your turn,” or “Come the right way,” as if those options exist for everyone. They don’t. And they never did—not for today’s migrants, and not even for the European ancestors they’re so proud of.
Many of the same people who preach this way about legal immigration often proudly celebrate their own family’s immigrant roots. They talk about their German, Irish, English, Dutch, or Scandinavian ancestors who “did it the right way.” What they fail to understand—or deliberately ignore—is that those ancestors came to America during a time when there was essentially no immigration system. There were no visa requirements, no green cards, no numerical quotas. People showed up, often with little more than the clothes on their backs, and were waved in because the country wanted white settlers to displace Native populations and populate the land with white, Christian communities.
Some facts: The first federal immigration law—the Page Act—wasn’t passed until 1875, and it wasn’t about regulation as much as exclusion: specifically banning Chinese women. The Chinese Exclusion Act followed in 1882, targeting an entire ethnic group. The modern “legal immigration” system—with quotas, country caps, and green cards—didn’t begin to take shape until the Immigration Act of 1924. That law baked white supremacy into immigration policy by explicitly favoring northern and western Europeans and virtually banning everyone else, particularly Asians and Africans. And passports? The U.S. didn’t even require them consistently until World War I, and universal enforcement didn’t become standard until the 1920s. Before that, coming to America was as easy as hopping on a ship and landing at Ellis Island.
What about those green cards, you ask? The concept wasn’t formalized until the 1940s, after which the Immigration and Nationality Act of 1965 finally abolished the explicitly racist quota system—but it didn’t make the system fair or accessible. It just created new hoops and barriers wrapped in bureaucratic tape and double standards.
Back to those beloved ancestors. They didn’t “follow the rules” because there weren’t any. What they followed was the scent of opportunity on land that didn’t belong to them. That land was stolen—from Native tribes through military force, genocide, and broken treaty after broken treaty. Then, with cold bureaucratic precision, the U.S. government handed out vast tracts of that stolen land to white settlers through policies like the Homestead Act of 1862. Over 270 million acres were handed out this way—almost 10% of the entire U.S.—to white citizens and immigrants deemed “desirable.” These were not people escaping quotas or earning their place through some meritocratic visa process—they were beneficiaries of a state-sponsored campaign of ethnic cleansing and settler colonialism. Meanwhile, the Indigenous peoples who had stewarded that land for millennia were pushed onto tiny, often barren and economically useless reservations, stripped of their ancestral homes and ways of life. Their children were ripped from their families and shipped off to government and church-run boarding schools, where they were beaten for speaking their native languages and forced to assimilate into white, Anglo-American norms—language, dress, religion—under the twisted banner of “civilizing” them.
And let’s be crystal clear while we’re at it: this country was not built solely by white settlers. It was built—quite literally—on the backs of Black slaves, kidnapped from Africa and forced into generations of brutal, dehumanizing labor. Enslaved Africans built the Southern plantation economy that fueled American capitalism, laid the bricks of our cities, dredged canals, harvested cotton, picked tobacco, and raised the wealth of white America while being denied humanity and freedom. And while white settlers were being handed land, Black Americans were being bought, sold, whipped, raped, lynched, and later redlined, incarcerated, and economically ghettoized into second-class citizenship.
And it wasn’t just Black labor. Asian immigrants—many of whom were also kidnapped, trafficked, or coerced—played an enormous role in building this country, especially in the West. Chinese laborers built the transcontinental railroad under conditions so brutal that many died doing it. They laid the steel skeleton that tied the country together—and when the job was done, they were met with riots, exclusion acts, and segregation. Japanese, Filipino, Korean, Indian, and other Asian migrants also helped build American agriculture, shipping, and manufacturing—only to be excluded, vilified, and later incarcerated in camps for daring to exist during wartime.
These communities didn’t just contribute—they made America possible. They have every bit as much claim to this country as any descendant of Ellis Island settlers. In fact, they have more right to say who belongs here than the MAGA cultists who think citizenship should be based on melanin levels and Protestant decorum. They earned it through centuries of blood, labor, resilience, and resistance—and they’re still being told to shut up, assimilate, and “go back” by the same people who wouldn’t know a work visa from a library card.
And now? The descendants of those white settlers want to pull up the ladder behind them. They want to slam the door shut and pretend that their families bootstrapped their way into a better life purely through virtue and hard work, when in reality they were handed land soaked in Native blood and protected by a military hell-bent on erasing anyone who got in the way. They arrived with nothing and were given everything. Today’s immigrants arrive with nothing and are given cages, court dates, and contempt. Why? Simple. They’re brown and they’re poor.What was once an open or loosely controlled frontier has morphed into a militarized apparatus—a prelude to full-on genocide exported abroad by deputizing thugs and enabling them to act like Gestapo fascist secret police, disappearing people off the streets in broad daylight, targeting those who don’t look white. This brutal display of state repression and violence is the inevitable conclusion of a society that has continued to feed on the myths and lazy, intellectually and morally bankrupt lies of those at the top, who profit off a distracted and divided working-class America.
These same folks will wave their flags and clutch their Bibles, never realizing the soul-crushing irony that Jesus himself—by today’s standards—would have been detained, denied entry, and deported. Born to a poor family, fleeing violence, and without proper documentation, he would have been seen as a threat, locked up, and put on a plane. These Americans forget that morality and legality are not the same thing—and never have been.
Today’s migrants are often fleeing not just poverty, but the direct consequences of U.S. foreign policy. For decades, the U.S. installed dictators, funded coups, trained death squads, and armed right-wing paramilitaries—so long as those regimes served American business interests. We supported brutal governments that suppressed unions and massacred civilians because it helped our corporations extract more profit. The violence, poverty, and instability that people now flee didn’t just happen. America helped create it. And now that those same people are showing up on our doorstep, Americans act shocked. We criminalize their desperation and turn them into villains.Meanwhile, many Americans continue to blame immigrants for problems they didn’t cause. Undocumented workers didn’t outsource manufacturing, bust unions, or cause the opioid crisis. They didn’t automate away entire industries or sell family farms to agribusiness giants. That was the work of the capitalist class—the same billionaires and corporations who profit off division, who underpay workers, and who benefit from scapegoating brown people whenever working class consciousness starts to materialize. It’s easier to blame the undocumented worker cleaning hotel rooms than to question a system that has been bleeding communities dry for decades.
People want someone to blame. And for generations, politicians and media outlets have handed them a convenient target: the immigrant. That scapegoating has deep roots in American history. But it’s a lie. A distraction. And one that continues to poison our politics and our humanity, and prevent us from addressing the real causes of inequality and decline.
The ruling elite have a vested interest in maintaining an undocumented, exploitable class of people. This segment of society can be wielded both as a political cudgel and as a weapon against organized labor and social movements. Employers use the constant threat of deportation to keep wages low and silence demands for better working conditions, knowing that fear of losing their livelihood prevents many undocumented workers from asserting their rights. Politicians and interest groups exploit anti-immigrant sentiment to divide the working class, making it harder for people to unite around common economic goals. This strategy ensures that those at the top maintain power by keeping the rest distracted and fragmented.
So the next time someone says, “Why don’t they just come legally?”—don’t nod along. Don’t let it slide. It’s not a real question. It’s a shield for ignorance or cruelty—often both. Because if you’re born in the wrong country, with the wrong skin color, and no U.S. family or corporate sponsor, there is no legal path. Not now. Not ever. And pretending otherwise only deepens the injustice.
The immigration system isn’t about justice. It never was. It’s about control, exclusion, and maintaining power—deciding who gets to belong and who gets left out. And if we’re going to have an honest conversation, we need to stop pretending that legality is the same as morality, that past immigrants followed a path that never existed then, or that the people trying to come here today are anything less than human beings responding to conditions we helped create.
P.S.
Of course, there’s a lot I didn’t cover—like immigration during and after slavery, or how even those trying to “do it the right way” are set up to fail. This post isn’t exhaustive, just necessary. I’m not done writing, and I’ll be back to dig into all of that—and more—in future posts.
For all my known and unknown #USA friends, preparing for their Saturday day out (Why is it called #MayDay anyway - it is #April5 - or is it after the distress call?).
- Stay hydrated.
- Stay (reasonably) safe.
- Support your local #Antifa.
And learn five easy signs to recognize a guy who came to serve and to protect (not necessarily you).
Also, get prepared: nrdc.org/stories/how-protest-s…
How to Protest Safely
Taking to the streets is a way to both lift our spirits and to effect real change. But before you head out, read these tips on how to stay vigilant, protest respectfully, and keep your community’s safety in mind.www.nrdc.org
#OKO.press #Ukraina #Rosja #USA #wybory2025
Przygotujcie się na to, że usłyszycie więcej antyukraińskiej propagandy, niż kiedykolwiek: że niepotrzebnie się awanturują, że powinni brać pokój, taki, jaki jest, że żerują na Polakach, że kradną nam pieniądze, że ludzie chcą spokoju. Usłyszycie Władimira Putina z tysięcy gąb.Dlatego coraz więcej wskazuje, że majowe wybory prezydenckie będą między Polską na modłę Janukowycza, podległą interesom sojuszu Trump-Putin, i Polską niezależną, wzmacniającą europejską siłę i sojusz. Drugie nie daje wielkiej nadziei, ale pierwsze to przepis na katastrofę.
Usłyszymy w Polsce Putina z tysiąca gąb. Im słabsza Ukraina, tym więcej antyukraińskiej propagandy
TYDZIEŃ, JAKIEGO NIE BYŁO. Coraz więcej wskazuje, że majowe wybory prezydenckie będą między Polską na modłę Janukowycza, podległą interesom i kaprysom sojuszu Trump-Putin, i Polską niezależną, wzmacniającą europejską siłę i sojusz.Michał Danielewski (OKO.press)
Kierunkowy74 reshared this.
#OKO.press #Zelenski #Trump #JDVance #Putin #Rosja #USA #NATO #Ukraina
Pisaliśmy już w OKO.press, że Ukraina najprawdopodobniej nie jest głównym tematem rozmów, które toczą się na linii Moskwa-Waszyngton. I że Donald Trump, dążąc do nowego otwarcia w stosunkach z Władimirem Putinem, traktuje wojnę w Ukrainie raczej jako przeszkodę, którą należy usunąć na drodze do tego celu, niż jako problem o szczególnie żywotnym znaczeniu dla Stanów Zjednoczonych.To, do czego Trump naprawdę dąży, to nowy układ z Putinowską Rosją, który miałby pozwolić Stanom Zjednoczonym na skupieniu się na własnych interesach i rywalizacji z Chinami, w zamian za porzucenie roli strażnika bezpieczeństwa Europy.
Nie zmienia to jednak faktu, że haniebna scena w Białym Domu była traumatycznie wręcz czytelnym komunikatem dla krajów, które swoje bezpieczeństwo w istotnym stopniu opierały dotąd na relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Dotyczy to nie tylko krajów Europy, a nawet nie tylko tych należących do NATO
Trumpowi już nie zależy na zakończeniu wojny. W zamian za nowy układ pozwoli ją dokończyć Putinowi
Ann1944 reshared this.
#Uwolnione z FB #TomNicholson #TheAtlantic #Tłumaczenie #PawełPotoroczyn #USA #Rosja #Ukraina #Trump #JDVance #MarcoRubio #Zelenski
Tom Nichols dla The Atlantic
TO BYŁA PUŁAPKA
Piątek, 28 lutego 2025 – dzień, który przejdzie do historii jako jedna z najczarniejszych kart amerykańskiej dyplomacji.
Pomijając na moment kompletny brak klasy, z jakim Donald Trump i jego wiceprezydent J.D. Vance potraktowali Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu, warto skupić się na szerszym kontekście tego wydarzenia. To nie była zwykła polityczna konfrontacja – to była zdrada lojalnego sojusznika, przygotowana najpewniej po to, by Trump mógł później dogadać się z Władimirem Putinem i sprzedać Ukrainę w zamian za „pokój” na rosyjskich warunkach.
Doradcy prezydenta już ogłosili spotkanie sukcesem, twierdząc, że „przede wszystkim postawili Amerykę na pierwszym miejscu”. Zwolennicy Trumpa będą zapewne próbować tłumaczyć ten spektakl jako „szczerą wymianę zdań”, ale każdy, kto oglądał spotkanie, widział coś innego: przemyślaną pułapkę. Trump zarzucał Zełenskiemu powtarzane przez Kreml tezy – że Ukraina rzekomo prowokuje wojnę światową – a wszystko po to, by na oczach Amerykanów upokorzyć ukraińskiego prezydenta i znaleźć pretekst do tego, co od dawna planuje: zakończenia wojny na warunkach Rosji.
Trump, jak podają źródła, poważnie rozważa natychmiastowe wstrzymanie całej pomocy wojskowej dla Ukrainy. Powód? Rzekoma „nieustępliwość” Zełenskiego podczas spotkania.
Obecność J.D. Vance’a w Białym Domu również nie była przypadkowa. Wiceprezydent zazwyczaj pozostaje w cieniu, zajmując się jedynie podsycaniem kontrowersji na prawicowych portalach społecznościowych. Tym razem jednak odegrał rolę głównego prowokatora, który miał nie tylko atakować Zełenskiego, ale i upewnić się, że Trump nie pozostanie bez wsparcia.
Marco Rubio, teoretycznie najwyższy rangą dyplomata w administracji, siedział w milczeniu, podczas gdy Vance perorował jak nadgorliwy student pierwszego roku politologii. W pewnym momencie wiceprezydent skrytykował Zełenskiego za rzekomy brak wdzięczności wobec Trumpa. Następnie, w skrajnej hipokryzji, oburzył się, że Zełenski „próbuje rozgrywać tę sprawę w amerykańskich mediach”. Tyle, że to było dokładnie to, na co liczyli Trump i Vance. Wkrótce obaj wrzeszczeli na Zełenskiego, a Trump powiedział wprost: „To będzie świetna telewizja”.
Podczas spotkania amerykański prezydent brzmiał chwilami jak mafijny boss – „Nie masz kart do gry”, „Jesteś pogrzebany” – ale w końcu zabrzmiał jak nikt inny, tylko sam Putin, oskarżając Zełenskiego o „igranie z III wojną światową”. Jakby to Zełenski, a nie Rosja, rozpętał największy konflikt w Europie od czasów II wojny światowej.
Po spotkaniu Trump wydał oświadczenie, które można by równie dobrze opublikować w Moskwie:
„Uznałem, że prezydent Zełenski nie jest gotowy na pokój, jeśli bierze w nim udział Ameryka, bo sądzi, że daje mu to przewagę negocjacyjną. Ja nie chcę przewagi – chcę POKOJU. On okazał brak szacunku wobec Stanów Zjednoczonych w ich ukochanym Gabinecie Owalnym. Może wrócić, gdy będzie gotowy na pokój.”
Zełenski nie miał szans na uczciwą rozmowę. Kiedy pokazał Trumpowi zdjęcia okaleczonych ukraińskich żołnierzy, amerykański prezydent wzruszył ramionami: „Ciężka sprawa”. Wydaje się, że ktoś podpowiedział Zełenskiemu, że Trump reaguje lepiej na obrazy niż na słowa – ale tym razem Trump konsekwentnie trzymał się wcześniej ustalonej narracji.
Vance natomiast odegrał rolę nadgorliwego pomagiera, który dbał o to, by Trump miał wystarczające wsparcie, jednocześnie atakując gościa. Wiceprezydent to człowiek, który nie ma nic do powiedzenia w poważnych kwestiach, ale uwielbia wciskać się w poważne sytuacje. Tym razem jednak stawką nie była zwykła polityczna kłótnia, lecz przyszłość Zachodu.
Dzisiejsze spotkanie oraz haniebne głosowanie USA w ONZ potwierdziły jedno: Ameryka jest teraz po stronie Rosji, przeciwko Ukrainie, Europie i reszcie wolnego świata. Trudno było patrzeć, jak prezydent USA poniża odważnego sojusznika, zachowując się jak sfrustrowany starzec, który krzyczy na telewizor.
Zełenski przeżył tragedie i ryzykował życie w sposób, którego ludzie tacy jak Trump czy Vance nigdy nie doświadczyli. (Vance był oficerem PR w najpotężniejszej armii świata – nigdy nie musiał siedzieć w bunkrze podczas rosyjskiego ostrzału). Nawet jeśli Kongres nadal będzie wspierał Ukrainę, nie da się cofnąć hańby, którą dziś sprowadzono na Amerykę.
Nie można jednak ignorować strategicznych konsekwencji tego spotkania. To katastrofa – dla Stanów Zjednoczonych, dla ich sojuszy i dla całego wolnego świata. Trump otwarcie zdradza wartości, których Ameryka broniła od 80 lat. Globalny ład oparty na pokoju i bezpieczeństwie właśnie się rozpada. Rosyjscy autokraci, po trzech latach rzezi, patrzą na świat z nadzieją, że zamiast trafić przed trybunał za zbrodnie wojenne, będą mogli bezkarnie świętować zdobycze.
Krótko po tym, jak Trump wyrzucił Zełenskiego z Białego Domu, rosyjski propagandzista Dmitrij Miedwiediew zamieścił triumfalny wpis: „Bezczelna świnia w końcu dostała porządną nauczkę w Gabinecie Owalnym.”
Piątek, 28 lutego 2025 roku, zapisze się na kartach historii jako jeden z najbardziej ponurych dni w amerykańskiej dyplomacji – początek długoterminowej katastrofy, którą będzie musiał znosić każdy Amerykanin, każdy sojusznik USA i każdy, komu zależy na przyszłości demokracji. Po miesiącu autorytarnego chaosu w Ameryce, zdrada Ukrainy przez Biały Dom stała się jego zwieńczeniem.
Putin, wraz z innymi dyktatorami na świecie, może w końcu spojrzeć na Trumpa z pewnością i pomyśleć: jeden z nas.
Kierunkowy74 reshared this.
#MikołajSusujew #Uwolnione z FB #Ukraina #Rosja #USA #Trump #Zelenski #Putin
Drodzy Państwo, przestańcie, proszę, bombardować mnie wypowiedziami Kraśko i podobnymi do tej analiz sytuacji. Ja nie widzę dla siebie nic wartościowego w tego typu ocenach poza potwierdzeniem tego co pisałem w poprzednim tekście.--- Po pierwsze, oczywiście mąż stanu musi czasem trzymać język za zębami i uciszyć swoje ego w sytuacji kiedy od jego zachowania zależą losy jego kraju. ALE TO ABSOLUTNIE NIE JEST TEN WYPADEK. Wymagania Ukrainy w tej sytuacji są bardzo skromne i absolutnie racjonalne. Ukraińcy już nie proszą o gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA w postaci wojsk, nie proszą o dołączenie do NATO, godzą się na kontrolę Rosji nad terenami okupowanymi. Ale absolutnie racjonalne minimum i czerwona linia dla Ukrainy - to zabezpieczenie jej własnej armii by mogła dalej trzymać tą linię frontu i mieć szansę dalej się bronić. Bez tego żadne porozumienie amerykańsko-rosyjskie nad ich głowami nie ma zupełnie sensu dla Ukrainy. Bo ono nie daje żadnych szans na przetrwanie Ukrainie. Żadnych.
I ja pisałem wcześniej iż ta umowa o zasobach pokaże realne intencje Amerykanów. I żadne propozycje dozbrojenia Ukrainy w zamian za zasoby tam się nie pojawiły. I mimo to Ukraina nadal ugięła się i zgodziła. Więc czy trzeba się narazić na upokorzenie i uciszyć swoje ego dla dobra kraju jak mówi Kraśko? Tak. Ale Amerykanie żądają posłuszeństwa i błagania na kolanach NIE DAJĄC W ZAMIAN NIC. To nie jest nawet traktowanie drugiej strony jak wasala tylko jako kolonii. Posiadłości, którą można przehandlować za coś w rozmowach z innym mocarstwem.
---- Po drugie. Ciężko mnie oskarżyć o to, że jestem naiwny i nie wiem o tym jak skorumpowana jest Ukraina. Napisałem swego czasu serię długich tekstów o nazwie "Anatomia ukraińskiej korupcji" gdzie opisałem fundamenty na których trzyma się ukraiński system korupcyjny i oligarchiczny. Dla zainteresowanych, link w komentarzu. W Polsce tak wielu mówi o korupcji na Ukrainie jednocześnie tak mało na ten temat wiedząc i tak mało się nim interesując. Moje teksty na ten temat okazały się być najmniej popularnymi z tych które napisałem.
Dlaczego o tym mówię, - dlatego iż mając pełną świadomość tego jak wygląda w rzeczywistości korupcja na Ukrainie, ja stwierdzam jednoznacznie iż narracja MAGA o rozkradaniu amerykańskiej pomocy na Ukrainie JEST TYLKO I WYŁĄCZNIE NARZĘDZIEM NACISKU I USPRAWIEDLIWIENIEM DLA PRZERWANIA POMOCY. Nic poza tym. To jest związane z tym jak wygląda realna struktura tej pomocy, jak są wydawane te pieniądze i również z tym, że w rzeczywistości amerykańska strona cały czas monitorowała to jak pieniądze są wydawane. Nie mówiąc już o mniej oczywistych faktach, takich jak to na przykład, że USA mają ogromny wpływ na to jak się formuje ukraińskie struktury antykorupcyjne.
---- Po trzecie. Źródło problemu tej sytuacji dla mnie jest to że USA chcą i mieć ciastko i zjeść ciastko. Czyli USA chcą wmówić wszystkim, że to oni ponosili wszystkie koszty, a świat zarabiał tylko pod ich protekcją okradając USA i dlatego przyszedł ich czas żądać rekompensaty. Na tej podstawie USA zaczynają żądać i wymuszać na swoich sojusznikach haracze. Ale dla mnie - to jest kłamstwo. USA sami stworzyli system w którym dolar stała się walutą światowego handlu i POTĘŻNIE NA TYM KORZYSTAŁY. Bronili tego systemu nie z dobroci, tylko z korzyści. Sami, własnymi rękoma z chciwości wyhodowały na wschodzie wielkiego smoka, który im teraz zagraża i walą z tego powodu swój własny system. Ale walą go nie w całości. Nadal chcą czerpać korzyści z niego, chcą siłą swoich byłych sojuszników zamienić w wasali, by je wyzyskiwać ekonomicznie i zarazem NIE CHCĄ JUŻ PŁACIĆ ZA TO SWOJĄ PROTEKCJĄ MILITARNĄ.
Ale tak to nie działa. Jeżeli ty jesteś królem i masz wasala, to masz wobec niego również obowiązki. Napadnięty i zagrożony wasal ma prawo domagać się twojej ochrony. A jeżeli nie chce tobie jej udzielić, to nie ma prawa niczego od ciebie wymagać, ograniczać twojej suwerenności i decydować o twoim losie ponad twoją głową.
To co robi w tej chwili Ukraina - mówi "sprawdzam"! Jak chcecie decydować za nas to dajcie cokolwiek w zamian. A jeżeli nie chcecie dać nic zupełnie i nic nie gwarantujecie i żadnych kosztów nie zamierzacie ponosić, niczym ryzykować, to czemu macie za nas decydować o naszym losie?
I ja zadam pytanie o Polsce. Jeżeli Trump pozostawia Ukrainę własnemu losowi, to jest to oczywiste, że wystawia Polskę na konflikt z Rosją w ten sposób. Nie ważne jaki mamy stosunek do Zeleńskiego i Ukrainy. To jest kwestia polskiego bezpieczeństwa, a nie Ukrainy. Bo Rosja do Polski ma swoje własne pretensje. Jedyną reakcją polskich polityków w tej sytuacji jest próba pokazania USA, że jesteśmy bezwzględnie wierni Amerykanom. A ja chcę zapytać, w zamian za co jesteśmy im tak wierni? Jeżeli nas potencjalnie wystawia się pod presję rosyjską, jeżeli USA sami poddają wątpliwości artykuł 5, czym też wręcz zapraszają Rosji do testowania NATO, to co Polsce daje ta służalczość? Może USA zwiększyli swoją obecność w Polsce? Przerzucili tutaj swoją broń jądrową? A może jakieś preferencje ekonomiczne i handlowe? Nie? Bo jeżeli uważamy, że to nam są potrzebne USA, a dla nich nie jesteśmy cenni poza tym że kupujemy ich broń, no to mam dla was złe wiadomości ... ta miłość nie zostanie odwzajemniona.
i jeszcze dodam kilka drobnych rzeczy o których zapomniałem.
-- Zeleński nie ustąpi. Teraz jest to niemal niemożliwe. On nie jest dyktatorem, on rządzi krajem z bardzo aktywnym społeczeństwem, które cały czas naciska na niego w różnych sprawach. On nie przeprowadził wybory w 2024 ze względu na sprzeciw wewnątrz Ukrainy. W tej chwili w wyniku tego co się stało on nie ustąpi bo społeczeństwo taki ruch odbierze bardzo negatywnie. I armia również.
-- Dzień wcześniej 27 lutego oglądałem konferencję prasową Zeleńskiego w sprawie umowy surowcowej. Wyglądał na spokojnego i zadowolonego. Odpowiadając na pytania ukraińskich dziennikarzy z satysfakcją opisał "kompromisową" wersję umowy, która jego zdaniem miała bardziej partnerski charakter. Dziękował ekipie, która była w stanie te warunki wynegocjować. Był krytykowany za to że nie ma w umowie żadnych gwarancji bezpieczeństwa lub dostaw uzbrojenia. Bronił tego mówiąc, że to otworzy drogę dla negocjacji w tej sprawie w przyszłości. Jawnie przekonywał dziennikarzy pełnych wątpliwości, że z jego punktu widzenia to jest coś pozytywnego dla Ukrainy.
Nie mam wątpliwości, że nie tylko nie planował awantury, ale i nie oczekiwał jej zupełnie. Jawnie zakładał, że ta wizyta będzie przełomowa w pozytywną stronę i będzie sukcesem. I to samo w sobie rodzi pytania do kompetencji jego ekipy dyplomatycznej, która takiej możliwości rozwoju sytuacji nie przewidziała i nie przygotowała go na taką ewentualność.
Więcej: Patronite - Frontiersman
reshared this
Kierunkowy74 i wm23 reshared this.
#usa #trump #Kalifornia #Pożary #SPINKa #TePeWu
Gdy hrabstwo Los Angeles stanęło w płomieniach, w ogniu krytyki znalazły się lokalne władze z Partii Demokratów. Dezinformacje na ich temat rozprzestrzeniały się równie szybko, co płomienie. Ale czy w oskarżeniach Donalda Trumpa i amerykańskiej skrajnej prawicy jest choć cień prawdy?
Kierunkowy74 reshared this.
Wygląda na to, że mamy zmianę porównywalną z przemieszczeniem biegunów. #Chiny przyjmują strategię dominacji technologicznej (prawdziwej i propagandowej). #USA - brutalną politykę #mocarstwa surowcowego (główny eksport: #broń, #ropa i #dolary). Ciekawe dokąd tak naprawdę jedzie #Rosja...
Edit: oczywiście wszyscy się zbroją jak mogą (ale różne mogą.
Aubrey De Los Destinos
in reply to 8Petros [$ rm -rv /capitalism/*] • • •