Petroskowo

…w brzuchu Wszechkryzysu

Strączno. Kiełkujemy, obficie podlewani.

Published on

in

Zdjęcie pokazuje mężczyznę w średnim wieku bez koszulki, w szortach i okularach słonecznych, stojącego na tle obozowiska. Przed sobą trzyma zardzewiały tasak do gałęzi, skrzyżowany z ręczną piłą do drewna.

Co się działo pomiędzy oficjalnym startem z Gliwic 5 maja, a faktycznym startem z Piły (28 maja), to temat na osobiste opowieści „w długie zimowe wieczory” (żeby nie urazić osób, których urazić nie należy).

Pierwszy tydzień minął nam w skrócie tak:

Czwartek: w południe wyjechaliśmy z Piły.

  • Wózka ręcznego nie dało się holować za rowerem, wszystko musiałem dać na przyczepkę (+30 kg);
  • W związku z tym na wybojach między Skrzatuszem a Różewem poszły trzy szprychy i guma
  • Znaleziony przez internet w Różewie transport z windą załadował nas na pakę i podwózł tu na pole; grosza nie wziął, powiedział że przekazuje dalej dobro, które sam tego dnia dostał. Teraz nasza kolej podać dalej.
  • Resztką sił postawiliśmy namiot i padliśmy spać.

Piątek: zdążyliśmy pochować rzeczy przed całonocną ulewą, wziąć prysznic, ja zaliczyłem wywrotkę na rowerze i dość mocno obiłem żebra. W nocy nas trochę podtopiło, ale niegroźnie.

Sobota: suszenie i zabezpieczanie namiotu plus rozbudowa obozowiska. Żebra bolą, ale mniej. Solarne ładowanie Monstera działa!

Niedziela: brak kasy i słońca. Drenujemy baterie i czekamy na przelew. Chwila odpoczynku.

Poniedziałek: idzie kolejna fala deszczu. Rozmontowałem przyczepkę, zrobiłem stół kuchenny i regał na zapasy. Kuchnia prawie gotowa. Powoli regeneruję się na tyle, że mam siłę zrobić troszkę zdjęć.

Wtorek: wylegiwanie się na zmianę z porządkowaniem. Regeneracja trwa.

Środa: przyszła kasa, ruszyły zakupy brakującego sprzętu i żywności. Kasia pojechała kupić różne rzeczy w Pile, a ja na trawkę. W nocy deszczyk (5 godzin), ale my jesteśmy nieprzemakalni.

Czwartek: słonko i wiaterek. Wszystko wypiętrzone, wysuszone, my umyci, ja wygrzany na słońcu – gotowi na następne podlewanie.

Piątek: We all live in a yellow submarine! Deszcz jak zaczął wczoraj wieczorem, tak pada i ma padać do popołudnia. My sobie siedzimy w suchym namiocie, kuchenka działa, i poza nudą nic nam nie przeszkadza. Nawet improwizowane zbieranie deszczówki działa.

Read Next:


2 odpowiedzi na “Strączno. Kiełkujemy, obficie podlewani.”

  1. Awatar 8petros

    @blog

    Kuchenka z Biedry robi robotę!

Zostaw odpowiedź


Petroskowo
Petroskowo
@blog@petroskowo.pl

Jak żyć lepiej w trudnych czasach. Wersja dla starszych, niepełnosprawnych i niepokornych.

11 posts
5 followers

Odkryj więcej z Petroskowo

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej