Myślenie Bispo opiera się na doświadczeniach i koncepcjach wspólnot quilombola oraz ruchów społecznych walczących o ziemię. Wywodząc się z tej perspektywy, wypracował kilka tez epistemologicznych zakorzenionych w tradycyjnej wiedzy ludów „afropindoramskich”. Łącząc Afrykę z Pindoramą – starożytnym określeniem Tupi na ziemię Brazylii, oznaczającym „Ziemię Drzew Palmowych” – sformułował to wyrażenie w odniesieniu do potomków Afrykanów oraz ludów afropindoramskich, zastępując nim nazwy narzucone przez europejskich kolonizatorów. Jego myśl inspirowała debaty zarówno wewnątrz, jak i poza akademią, szczególnie wokół koncepcji „kontrkolonizacji”, która postuluje związek między reżimami socjopolitycznymi a kosmologicznymi. Autor rozumie kolonizację jako proces etnocentryczny, dążący do zastąpienia jednej kultury inną poprzez inwazję, ekspropriację i etnocyd. Jak sugeruje myśliciel quilombola, koncepcja „kontrkolonizacji” obejmuje przemeblowanie macierzy kulturowej ludów tubylczych i ich praktyk w ramach procesu kolonialnego jako sposobu na zakotwiczenie form wypowiedzi i oporu wobec kolonizacji.
Enciclopédia de Antropologia

A terra dá, a terra quer – Ziemia daje, ziemia rząda swego.
(Ubu/PISEAGRAMA 2023)
=== STRESZCZENIE ===
Nie wykład, lecz mowy spisane quilombolskiego rolnika i myśliciela z Piauí. Sam to zaznacza: „jesteśmy ludem trajektorii, nie teorii”.
- Siać słowa. Punktem wyjścia jest dzieciństwo w domu z gliny i słomy, gdzie każda część budynku odpowiadała innej czynności dnia, a ptaki o świcie obwieszczały pogodę. Ujeżdżając woły w wieku dziesięciu lat Bispo zrozumiał, że tresura i kolonizacja to ta sama operacja: obie zaczynają od deterytorializacji, zerwania więzi z kosmologią i nadania nowego imienia. Nazwanie jest próbą wymazania jednej pamięci, by dało się na jej miejsce wpisać inną.
Stąd jego strategia: wojna denominacji. Osłabiać mocne słowa kolonizatora, wzmacniać własne osłabione. Rozwój (desenvolvimento) rozłącza — przeciwstawia mu envolvimento, wplecenie. Zrównoważonemu rozwojowi — biointerakcję. Konwergencji — konfluencję. Wiedzy syntetycznej — organiczną. Transportowi — transfluencję. Pieniądzowi i wymianie — współdzielenie. Kolonizacji — kontrkolonizację. Najlepiej przyjęła się konfluencja: rzeka nie przestaje być sobą, gdy łączy się z inną — staje się sobą i tamtymi rzekami naraz, i przez to rośnie.
- Miasta i kosmofobia. Miasto to teren zaprojektowany wyłącznie dla ludzi, z którego wyparto wszystkie inne życia. Kosmofobia — lęk przed kosmosem, przed ziemią, przed tym, co żywe i nieswoje — jest chorobą bez leku; można na nią jedynie nabyć odporność, a szczepionką są politeizm i kontrkolonizacja. Monoteizm rodzi grzech pierworodny, wygnanie z natury i nieustanny spór o jednego boga. Z kosmofobii bierze się też gromadzenie i śmieci: gromadzi ten, kto nie ufa, że rzeka znów da rybę.
Trzy rozróżnienia niosą tu ciężar całego wywodu. Potrzebny przeciw ważnemu: ważny sądzi, że inni istnieją, by mu służyć; potrzebnego się szuka, jego brak boli. Modos — sposoby widzenia, czucia, robienia, które można zmieniać — przeciw kulturze, standaryzowanej i utowarowionej. Wreszcie zabawa w robienie rzeczy naprawdę przeciw teatrowi, czyli robieniu na niby. Sztuka jest rozmową dusz i nie powinna być towarem: pieśni Congado nie mają autora ani copyrightu.
- Jesteśmy współdzielącymi. Wymiana to rzecz za rzecz; współdzielenie to gest za gest, afekt za afekt — i tylko ono daje przyrost. Współdzielą także drzewa (jacurutu nie daje owoców, daje cień przez cały rok), szczur ostrzegający przed wężem, ptak cancã. Wspólnota buduje się z różnych, społeczeństwo z jednakowych.
Stąd krytyka polityki jako narzędzia kolonialnego: polityka jest zarządzaniem cudzym życiem, więc przeciwieństwem samorządności. W świecie zwierząt istnieje autogestia i naturalne ograniczenie skali — rój dzieli się, gdy urośnie za bardzo. Quilombo nie zwołuje zgromadzeń; ma spory doprowadzane do porozumienia, mutirões, stypy i święta, a stowarzyszenie służy wyłącznie kontaktom z państwem. Perspektywa zostaje odwrócona jednym zdaniem: to miasta leżą w quilombach, nie odwrotnie. Ruch własny to transfluencja — obieg, w którym nie wraca się tą samą drogą, jak woda, która paruje i spada deszczem gdzie indziej. Kolonizator jedynie refluuje: jedzie i wraca po własnych śladach, bo jest ludem transportu i linii prostej. Czas biegnie kołem — początek, środek i znowu początek; pokolenie babki, matki, wnuczki.
- Architektura i kontrkolonializm. Ścieżka metrowej szerokości mieści wszystkich; sześciometrowa droga mieści już tylko samochód. Kontrkolonializm jest prosty: nie zgadzam się być skolonizowany, bronię się. To sposób życia, nie ideologia, i myślenie graniczne, nie binarne — nie chodzi o zniszczenie kolonizatora, lecz o granicę i szacunek.
Program Minha Casa, Minha Vida dostaje tu druzgocącą ocenę: zabrał quilombom podwórze, a fawelom dach-taras (laje) — czyli w obu wypadkach najpotrzebniejszą część domu. Podwórze jest miejscem, gdzie dzieci uczą się wszystkiego i gdzie trzyma się rezerwę pod domy następnych pokoleń; laje to miejsce świąt i pierwszego mieszkania dorosłych dzieci. Dom powinien powstawać z materiału miejscowego i być stawiany według słońca, wiatru, cienia, księżyca oraz odległości do sąsiada — takiej, by usłyszeć wołanie. Najważniejszą przestrzenią jest kuchnia: kto gotuje, ten koordynuje. Jedzenie organizuje święto, a święto chroni jedzenie skuteczniej, niż prawo chroni cokolwiek. W tym samym rejestrze idzie porównanie milicji z faweli i prywatnej ochrony z Alphaville oraz rachunek wystawiony policji, która bierze zapłatę za niedopuszczenie do rozboju i pobiera ją także wtedy, gdy do rozboju dochodzi.
5. Kolonializm podległości. Caatinga jest bogata — wszystkie jej rośliny są jadalne, lecznicze i paszowe — ale miejscowi politycy sprzedają jej obraz jako nędzy i „walczą z Caatingą”, stojąc z wyciągniętą ręką przed Południem kraju. To colonialismo de submissão: kolonizator podległy innym kolonizatorom, tak jak Brazylia bywa podległa Północy. Rasizm nie kończy się na ludziach — obejmuje odmiany owoców, ryb i zwierząt redukowane do jednego czy dwóch gatunków rynkowych. Za wymieranie obwinia się myśliwych, nie trucizny i monokulturę chemiczną, bo to laboratoria finansowały badania uniwersyteckie.
Hodować luzem, sadzić w ogrodzeniu. Uprawa trójpolowa, gatunki mieszane, różne długości cyklu: owady wybierają, co zjedzą, reszta zostaje dla ludzi — dlatego trucizna była zbędna. Nauki rolnicze przyniosły w latach siedemdziesiątych uprawę liniową, monokulturę i krótkie cykle; woda i wiatr biegną wtedy „ulicami” i wynoszą glebę. Miejscowe prawo zwyczajowe odwraca kodeks cywilny: grodzi się roślinę, która nie chodzi, a zwierzę puszcza luzem, bo pastwisko naturalne jest wspólne.
Najostrzejszy jest finał. Farmy wiatrowe i fotowoltaiczne opisane zostają jako ciąg dalszy kolonializmu — „zabrali pau-brasil, teraz zabierają wiatr i słońce”, zsyntetyzowane w prąd dla miast. Zwierzęta schodzą z gór, ekosystem się rozsypuje, a młodzi tracą wyobrażenie świata, w którym mieliby żyć: zabrano jaguarowi pożywienie, a teraz stajemy mu na drodze. Tak samo dzieje się z językiem — to, co lud nazywał po prostu jedzeniem, wraca jako „rośliny jadalne niekonwencjonalne”, agroekologia i „żywność organiczna”, sprzedawane z powrotem jako towar. A organiczne jest tylko to, do czego dostęp mają wszystkie życia.
Tom zamykają wiersz Daniela Brasila i ksylografie ptaków Caatingi autorstwa Santídio Pereiry.
W pocie czoła i procesorów przygotowane przez Petrosa, Lumo LLM I Claude LLM
#Filozofia #Dekolonizacja #Quilombo #transfluencia #confluencia

W odpowiedzi na “Antonio Bispo Dos Santos”
@blog
Głupi wordpres. Nie zwracajcie uwagi na numerację