Źródło: MaHa (LinkedIn)
Osiem dolarów za kilogram
O tym, jak drukarka 3D stała się elementem układu sił, i o sześciu wojnach, których nikt nie ogląda
Prezes Rheinmetalla powiedział kiedyś o ukraińskiej produkcji dronów, że to „zabawa klockami Lego”, a robią to „gospodynie domowe z drukarkami 3D w kuchniach”.
Zapamiętałem to zdanie, bo jest w nim coś więcej niż korporacyjna arogancja. Papperger ma rację co do opisu. Myli się co do wniosku. To rzeczywiście jest zabawa klockami. Problem w tym, że klocki wygrywają.
Poniżej próbuję pokazać, dlaczego. Nie przez Ukrainę, o której napisano już wszystko, tylko przez sześć konfliktów, które nie mieszczą się w głównym nurcie: Mjanmę, Sahel, Sudan, Morze Czerwone, meksykańskie i brazylijskie miasta oraz Kaukaz Południowy. I przez jeden wątek techniczny, który je wszystkie spina, a który w polskiej debacie praktycznie nie istnieje.
Filament kosztuje osiem dolarów za kilogram. Od tego się zacznie.
Zanim przejdę dalej: skąd to wiem i czego nie wiem
Mam obowiązek postawić tę sprawę na początku, bo w publicystyce dronowej granica między faktem a efektowną hipotezą zaciera się szybciej niż gdziekolwiek indziej. Widziałem wystarczająco dużo tekstów, w których zdanie „operatorzy stosują odbiorniki Radiomaster XR z mechanizmem Gemini Xrossband” pojawia się bez żadnego źródła, tylko dlatego, że brzmi konkretnie.
Więc: wszystko, co poniżej opisuję jako udokumentowane, ma źródło na końcu tekstu. Tam, gdzie posiłkuję się wnioskowaniem inżynierskim, czyli mówię „tak to prawdopodobnie działa, bo inaczej działać nie może”, oznaczam to jawnie. Tam, gdzie cytuję deklarację strony konfliktu, piszę o tym wprost. Huti twierdzą, że ich bezzałogowa łódź przenosi półtorej tony materiału wybuchowego. Może przenosi. Ja tego nie sprawdzę.
Reszta to moje interpretacje i mogę się w nich mylić. Jedną sekcję poświęcam wprost temu, gdzie widzę największe ryzyko, że się mylę.
Trzy zdania, o co w tym wszystkim chodzi
Zdolność wytwarzania precyzyjnej broni przestała wymagać państwa.
To nie znaczy, że grupy niepaństwowe zaczęły wygrywać wojny z armiami. Znaczy, że przestały je przegrywać z powodów logistycznych, i że klasyczne narzędzia dławienia ich potencjału, czyli sankcje, konfiskaty i przerywanie łańcuchów dostaw, straciły większość skuteczności.
Cała reszta tego tekstu to rozwinięcie tych dwóch akapitów.
Dlaczego akurat te sześć wojen
Wybór nie jest przypadkowy i wypada go uzasadnić, bo ktoś mógłby słusznie zapytać, czemu nie ma tu Ukrainy jako osobnego rozdziału.
Ukraina jest w tym tekście wszędzie, ale jako źródło doktryny, nie jako przedmiot analizy. To laboratorium, z którego wszyscy pozostali kopiują. Wolałem przyjrzeć się temu, co dzieje się na końcu łańcucha transmisji, bo tam widać, jak szybko i jak wiernie technologia się rozchodzi. A rozchodzi się szybciej, niż zakładałem, zanim zacząłem to zbierać.
Poza tym każdy z tych sześciu przypadków ilustruje inny wariant tego samego zjawiska. Mjanma to produkcja pod całkowitą blokadą. Sahel to import doktryny przez instruktorów. Sudan to dron jako narzędzie strategiczne w wojnie bez frontu. Morze Czerwone to jedyny teatr, gdzie mamy trzy domeny naraz, w tym podwodną. Ameryka Łacińska to wojna miejska prowadzona przez podmioty, których w ogóle nie definiujemy jako stron konfliktu zbrojnego. Kaukaz to państwo budujące przemysł od zera, bo raz już przegrało w powietrzu.
Wspólny mianownik: w żadnym z tych miejsc nie ma zaplecza przemysłowego, które w klasycznym modelu byłoby warunkiem posiadania precyzyjnych środków rażenia. A precyzyjne środki rażenia tam są.
Macierz, dla tych którzy chcą tylko przegląd
| Teatr | Kto przeciw komu | Platformy | Główna innowacja | Rola druku 3D | Skuteczność |
|---|---|---|---|---|---|
| Mjanma | PDF, EAO, 3BA vs. junta (SAC) | Adaptowane drony rolnicze, FPV, drukowane płatowce, UGV saperskie | Adaptacja platform cywilnych, łączność w pasmach Sub-GHz | Bardzo wysoka: ramy, zrzutnie, korpusy amunicji, broń strzelecka | Bardzo wysoka, choć junta odrabia straty chińskim i rosyjskim sprzętem |
| Sahel | JNIM, FLA vs. siły państwowe i Africa Corps | FPV kamikadze, w tym światłowodowe | Światłowód odporny na zagłuszanie, koordynacja powietrzno-lądowa | Średnia: stateczniki do adaptowanych głowic, mocowania | Wysoka, ofensywa z 25.04.2026 zmieniła kontrolę terytorialną |
| Sudan | SAF vs. RSF | Safaroog, YIHA-III, Mohajer-6, Ababil-3, Bayraktar; adaptowane wielowirnikowce | Uderzenia w infrastrukturę krytyczną, transnarodowy łańcuch Dual-Use | Niska: komponenty adaptacyjne | Wysoka militarnie, katastrofalna humanitarnie |
| Morze Czerwone | Huti vs. żegluga i koalicje morskie | USV Toofan, UUV, Shahed/Waid-2, pociski przeciwokrętowe | Architektura heterarchiczna, naprowadzanie EO/IR | Zgłaszana: części dronów i pocisków | Bardzo wysoka w kategoriach kosztowych |
| Ameryka Łacińska | CJNG, Comando Vermelho vs. państwo | Komercyjne wielowirnikowce z termowizją, FPV z drukowaną amunicją | Wykorzystanie miejskich sieci komórkowych, własne C-UAS | Wysoka: zapalniki, zwalniaki, korpusy ładunków | Znacząca, zniknął efekt zaskoczenia po stronie policji |
| Kaukaz Płd. | Armenia vs. Azerbejdżan (napięcia) | Przechwytywacz DDS-10K, amunicja krążąca, UGV rodziny TORQ | Budowa krajowego przemysłu po 2020 | Średnia: prototypowanie | Wysoka w wymiarze odstraszania |
Część pierwsza: warsztat
Jak żart stał się infrastrukturą
W 2013 roku Cody Wilson opublikował plany Liberatora. Jednostrzałowy pistolet z PLA, kruchy, niebezpieczny raczej dla strzelca niż dla celu. Prasa potraktowała to jako prowokację polityczną i miała rację. Jako broń Liberator był bezużyteczny.
Ale znaczenie Liberatora nigdy nie polegało na tym, że strzelał. Polegało na wykazaniu, że broń może istnieć jako plik. Że można ją przesłać, skopiować, rozgałęzić i wyprodukować lokalnie, i że żaden z klasycznych mechanizmów kontroli obrotu bronią nie jest na to przygotowany.
Trzynaście lat później mamy pełne potwierdzenie tej tezy, tylko na skalę, której wtedy nikt nie zakładał.
Prześledźmy to szybko, bo droga jest pouczająca.
Do 2019 roku drukowana broń pozostawała ciekawostką dla entuzjastów i problemem dla policji w kilku krajach zachodnich. Potem przyszły dwa katalizatory. Pierwszy: zamach stanu w Mjanmie w lutym 2021, który odciął zbrojne podziemie od jakichkolwiek legalnych źródeł uzbrojenia. Drugi: pełnoskalowa inwazja na Ukrainę w lutym 2022, która stworzyła popyt na komponenty w tempie, którego przemysł nie nadążał zaspokoić.
W obu przypadkach reakcja była ta sama, tylko z innym punktem ciężkości. Mjanma zaczęła drukować broń. Ukraina zaczęła drukować wszystko wokół broni.
Ta różnica jest ważniejsza, niż się wydaje, i wrócę do niej.
Ukraina, czyli jak wygląda dojrzała wersja tego zjawiska
Zachodnie wojsko przez lata traktowało produkcję addytywną jako narzędzie klasy premium. Amerykańska marynarka stawia przemysłowe drukarki SLM do metalu na lotniskowcach i okrętach podwodnych, żeby wytwarzać elementy silników w morzu. Firma X-Bow drukuje silniki rakietowe na paliwo stałe. MBDA wstawia drukowane komponenty do pocisków, żeby skrócić cykl produkcyjny. Wszystko to prawda i wszystko to jest drogie, scentralizowane i dostępne wyłącznie dla państw z poważnym budżetem.
Ukraina poszła dokładnie w drugą stronę. Zamiast kilku maszyn za miliony, tysiące maszyn za kilkaset dolarów. Creality, Bambu Lab, sprzęt konsumencki, technologia FDM, czyli najprostsze wytłaczanie topionego filamentu warstwa po warstwie.
Na początku, w 2022, było to działanie awaryjne. Wolontariusze drukowali stateczniki do granatów zrzucanych z Mavicków, uchwyty, prymitywne zwalniaki. Sprzęt bywał przypadkowy, jakość loteryjna, a spora część produkcji nadawała się do wyrzucenia.
Przez kolejne trzy lata to się zmieniło w coś, co bez przesady można nazwać rozproszonym przemysłem.
Sieć ciągnie się od pojedynczych wolontariuszy drukujących w mieszkaniach, przez zorganizowane wspólnoty inżynierskie w rodzaju Steel Hornets, po producentów seryjnych takich jak Wild Hornets, którzy wstawiają drukowane komponenty do normalnej produkcji. Spina to platforma DrukArmia, działająca jako cyfrowy przenośnik: przyjmuje zamówienie, rozbija je i rozdziela po sieci wykonawców.
Efekt jest taki, że nie istnieje jeden zakład, który da się zbombardować.
Doceniam ten model przede wszystkim za rzecz najmniej efektowną, czyli za kontrolę jakości. Wczesna produkcja wolontariacka miała trzy chroniczne problemy: anizotropię, czyli słabość na granicy warstw, degradację PLA w upale i kompletny brak powtarzalności między różnymi drukarkami i operatorami. DrukArmia rozwiązała to administracyjnie. Nowy uczestnik musi przejść test wejściowy, wydrukować próbki, które ocenia ekspert. Zamówienia wojskowe realizują wyłącznie zweryfikowani operatorzy. Równolegle przesunięto produkcję na materiały o wyższych parametrach, głównie PETG, ABS i nylony.
To nie brzmi jak rewolucja, ale to właśnie jest moment, w którym improwizacja staje się systemem.
Do tego doszła standaryzacja od góry. Ukraińskie Ministerstwo Obrony prowadzi Bibliotekę Komponentów z ponad stu siedemdziesięcioma zwalidowanymi modelami cyfrowymi do napraw polowych. Ktoś na froncie potrzebuje konkretnej części, pobiera plik, drukuje, montuje. Bez zamówienia publicznego, bez przetargu, bez czekania.
Ekonomia jest tu bezlitosna dla klasycznego modelu. Kilogram filamentu kosztuje około trzystu hrywien, czyli mniej więcej osiem dolarów. Nie ma formy wtryskowej, nie ma minimalnej serii, nie ma kosztu przezbrojenia. Droga od modelu CAD do gotowej części w rękach żołnierza liczy się w dniach.
W 2026 roku brytyjska Irish Guards zaczęła włączać drukowane komponenty dronowe do szkolenia i obsługi sprzętu, kopiując rozwiązania ukraińskie. Jeśli ktoś potrzebował dowodu, że to przestało być ciekawostką, to jest nim moment, w którym pułk gwardii brytyjskiej uczy się od wolontariuszy z Kijowa.
Materiały, czyli miejsce gdzie inżynieria spotyka taktykę
Wybór polimeru wygląda na detal techniczny. Nie jest. To decyzja, która przekłada się bezpośrednio na to, czy platforma wróci z zadania.
Kilka rzeczy, które warto rozumieć, zanim spojrzy się na tabelę.
Druk FDM buduje część warstwami. Wytrzymałość wzdłuż warstwy jest bliska wytrzymałości materiału. Wytrzymałość w poprzek, na granicy sklejenia warstw, bywa o połowę mniejsza. To jest anizotropia i to jest główny powód, dla którego drukowane części pękają w nieoczekiwanych miejscach. Dobrze zaprojektowany element uwzględnia kierunek obciążenia w orientacji wydruku. Źle zaprojektowany rozpada się przy pierwszym twardym lądowaniu.
Druga rzecz: higroskopijność. Nylony chłoną wilgoć z powietrza. Filament, który przeleżał tydzień w wilgotnym pomieszczeniu, drukuje się gorzej i daje część o wyraźnie niższych parametrach. W klimacie tropikalnym to nie jest niedogodność, tylko czynnik dyskwalifikujący dla części materiałów.
Trzecia: włókno węglowe w filamencie jest ścierne. Zwykła mosiężna dysza zużywa się po kilkuset gramach. Trzeba hartowanej stali, co podnosi próg wejścia, choć nieznacznie.
| Materiał | Temperatura | Za co się go bierze | Gdzie się sprawdza | Czego nie wybaczy |
|---|---|---|---|---|
| PLA / PLA+ | 190–220 °C | Najtańszy, drukuje się sam | Prototypy, makiety szkoleniowe, części jednorazowe | Ciepło. Powyżej pięćdziesięciu stopni traci sztywność. W nasłonecznionym pojeździe część odkształci się w godzinę |
| PETG | 230–250 °C | Rozsądny kompromis: udarny, mało chłonny, tani | Obudowy, zrzutnie, uchwyty. Koń roboczy produkcji polowej | Obciążenie stałe. Pełznie |
| PETG-CF | 250–280 °C | Sztywność PETG plus włókno | Ramy FPV, elementy nośne średniego obciążenia | Zwykłą dyszę |
| PCTG | 245–265 °C | Wybitnie pochłania energię uderzenia | Kosze na amunicję, zrzutnie, wszystko co dostaje w podłoże | Nie jest sztywny. Nie budować z tego ramy |
| ABS | 240–260 °C | Odporność termiczna, można wygładzać acetonem | Obudowy elektroniki, elementy przy silnikach | Brak komory grzanej. Skurczy się i odklei od stołu |
| ASA | 245–265 °C | To co ABS, plus odporność na UV | Wszystko co zostaje na zewnątrz na tygodnie | To samo co ABS |
| PA6-CF | 260–290 °C | Bardzo wysoka wytrzymałość | Elementy krytyczne, w suchym klimacie | Wilgoć. Chłonie jak gąbka i traci parametry |
| PA12-CF | 260–300 °C | Sztywność zbliżona do PA6, ale bez tej higroskopijności | Ramy dronów, mocowania silników. Sztywna rama tłumi wibracje, a to przekłada się wprost na stabilność obrazu z kamery | Cenę i konieczność suszenia filamentu |
| PA12 / PA12-GF, proces SLS lub MJF | proszek | Izotropowość, brak słabych warstw. Nie zakłóca łączności radiowej | Płatowce, kadłuby, podwozia w produkcji półprzemysłowej | Nie zrobisz tego w warsztacie polowym. Potrzebna maszyna przemysłowa |
| Poliwęglan (PC) | 260–300 °C | Wytrzymały i, co kluczowe, niemagnetyczny | Narzędzia saperskie | Trudny w druku, chłonny |
| TPU | 210–240 °C | Elastyczny | Amortyzatory podwozia, tuleje antywibracyjne, ochrona kamer | Nic nie utrzyma. To guma |
| Metale, SLM/DMLS | laser | Pełne właściwości metalu | Domena państw: US Navy, X-Bow, MBDA | Budżet. Dla grupy zbrojnej nieosiągalne |
Uczciwe zastrzeżenie, bo to miejsce, gdzie najłatwiej o nadinterpretację. Przypisanie konkretnych materiałów konkretnym grupom w Mjanmie czy Sahelu jest w większości moim wnioskowaniem, nie wynikiem analizy próbek. Wiem, co jest dostępne handlowo i co ma sens inżynierski. Nie wiem, co dokładnie leży w warsztacie pod Demoso.
Potwierdzone jednoznacznie jest natomiast to, że siły oporu w Mjanmie drukują ramy dronów i broń strzelecką, a Ukraina przeszła drogę od PLA przez PETG do ABS, ASA i poliamidów.
Co się właściwie drukuje
Tu jest największa luka w większości analiz. Mówi się o „drukowanych dronach”, jakby chodziło o wydrukowanie całego statku powietrznego. Rzeczywistość jest bardziej rozgałęziona i dużo ciekawsza.
Zacznę od kategorii, którą uważam za najważniejszą, a która pojawia się w tekstach najrzadziej.
Adaptery do starej amunicji. Magazyny w wielu krajach są pełne poradzieckiej amunicji, która z technicznego punktu widzenia jest sprawna, ale nie nadaje się do zrzutu z powietrza, bo nie ma stabilizacji i właściwego zapalnika. Drukowany zestaw brzechw plus mechanizm zwalniający zamienia zalegający zapas w precyzyjną amunicję lotniczą. Koszt konwersji: kilkanaście złotych. Klasyczny przykład to drukowane stateczniki do granatu 40 mm M430A1, projektowane specjalnie pod zrzut z drona.
Nie mam twardych danych, żeby to udowodnić, ale podejrzewam, że jest to największy pojedynczy wkład druku 3D w ekonomię współczesnej wojny. Nie nowe zdolności, tylko odblokowanie istniejących zasobów, które inaczej leżałyby bezużytecznie.
Ramy i obudowy dronów FPV. Oczywistość, ale z jednym niedocenianym aspektem: modularnością. Ponieważ obudowa jest tania i szybka do wydruku, można ją przeprojektować w reakcji na to, co wróciło z frontu w zeszłym tygodniu. Zespół drukujący iteruje w cyklu kilkudniowym. Producent pracujący na formach wtryskowych iteruje w cyklu kilkumiesięcznym. To nie jest przewaga kosztowa, to przewaga tempa, a tempo w wojnie dronowej znaczy więcej.
Płatowce dronów dalekiego zasięgu. W Mjanmie powstał Liberator-MK2, wzorowany na ukraińskim Punisherze, o zgłaszanym czasie produkcji rzędu kilku dni. Po stronie ukraińskiej: SkyFall P1-Sun, drukowany przechwytywacz osiągający czterysta pięćdziesiąt kilometrów na godzinę, przeznaczony do zwalczania Szahedów i pocisków manewrujących.
Amunicja i jej korpusy. Kartele meksykańskie używają granatów odłamkowych z drukowanymi mechanizmami zwalniającymi, ładunków w rurach PVC oraz puszek wypełnionych odłamkami i azotanem amonu. To prymitywne, ale skuteczne, i pokazuje, jak nisko leży próg wejścia.
Narzędzia saperskie. Ukraińscy saperzy używają niemagnetycznych haków z poliwęglanu do zdejmowania potykaczy i pracy przy minach odłamkowych POM-2 oraz OZM-72. Niemagnetyczność jest tu całą pointą i nie da się jej kupić w sklepie, bo nikt takiego narzędzia nie produkuje seryjnie.
Łączność. Obudowy z ASA z wtopionymi magnesami neodymowymi, pozwalające w kilka sekund przypiąć terminal Starlink do dachu pojazdu. Adaptery i uchwyty radiostacji pod konkretne konfiguracje.
Medycyna pola walki. Pojemniki na materiały medyczne, uchwyty na stazę taktyczną zaprojektowane pod obsługę jedną ręką, futerały na igły do dekompresji. Do tego szkolenie: drukowane repliki kości w połączeniu z żelem balistycznym zastępują importowane fantomy kosztujące kilkadziesiąt razy więcej.
Rehabilitacja. Skanowanie 3D plus druk pozwala wykonać spersonalizowany lej protezowy albo ortezę w godziny zamiast tygodni. To nie jest bezpośrednio kwestia siły bojowej, ale jest kwestią tego, ilu rannych wróci do jakiejkolwiek sprawności.
Obrona przeciwlotnicza. Mocowania dla mobilnych zespołów ogniowych, montowane na czymkolwiek, czym akurat jeżdżą. Nikt tego nie zaprojektował, bo nikt nie przewidział takiego sposobu użycia.
Osłony i obudowy platform naziemnych. Wraz z rozwojem UGV pojawiła się cała nowa rodzina potrzeb: osłony przekładni przed błotem, mocowania czujników, obudowy modułów.
Widać w tym pewien wzorzec. Druk 3D rzadko wytwarza system uzbrojenia. Prawie zawsze wytwarza to, co pozwala istniejącemu systemowi uzbrojenia zadziałać w warunkach, na które nie był projektowany.
Broń strzelecka: przypadek Mjanmy
Tu wracam do różnicy, którą zasygnalizowałem wcześniej.
Ukraina drukuje wokół broni. Mjanma drukuje broń.
Po zamachu stanu z lutego 2021 Ludowe Siły Obrony znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Sankcje międzynarodowe, taktyka oblężnicza junty, brak jakiegokolwiek legalnego dostępu do uzbrojenia. Na część zamienną transportowaną przez dżunglę z Tajlandii albo z Chin czekało się nawet pięć miesięcy.
Odpowiedzią była produkcja FGC-9, Tritonów i wariantów Urutau, w konfiguracjach zarówno samopowtarzalnych, jak i automatycznych. Warsztaty w kryjówkach leśnych i miejskich lokalach. Użycie tej broni przeciwko siłom junty jest udokumentowane w licznych nagraniach z walk. Naloty na obiekty rebeliantów przynosiły zdobycze w postaci całych partii drukowanych karabinków.
Pionierami byli, co znaczące, najmłodsi. Pokolenie, które umie obsługiwać oprogramowanie CAD i wie, gdzie szukać plików.
Znaczenia tego zjawiska nie należy przeceniać ani lekceważyć. Drukowana broń nie wyparła fabrycznej i nie wyprze. Jest gorsza, mniej trwała, bardziej zawodna. Ale to nie jest właściwa miara.
Właściwa miara brzmi: grupa zbrojna, której odcięto wszystkie zewnętrzne źródła zaopatrzenia, nadal produkuje broń. Zdolność wytwórcza przestała być czymś, co się ma albo czego się nie ma w zależności od sponsora. Stała się kompetencją wewnętrzną, którą raz nabytą trudno odebrać.
To zmienia sens sankcji i konfiskat. Nie czyni ich bezużytecznymi, ale przenosi je z kategorii środków rozstrzygających do kategorii środków opóźniających.
Amunicja: ostatnia bariera, która właśnie pęka
Przez dekady panowało założenie, że nawet jeśli grupa zbrojna nauczy się wytwarzać broń, to amunicji nie wyprodukuje. Wymaga precyzyjnej obróbki łusek i pocisków, kontrolowanego dozowania prochu, spłonek. Bariera przemysłowa, nie warsztatowa.
To założenie właśnie przestaje obowiązywać, i to jest chyba najbardziej niepokojący pojedynczy fakt w tym całym tekście.
Społeczności otwartoźródłowe dokumentują dziś metody wytwarzania funkcjonalnej amunicji przy użyciu druku, komponentów z odzysku i części dostępnych całkowicie legalnie. Warto zauważyć subtelność prawną: w większości Europy, mimo restrykcyjnych przepisów, posiadanie elementów inertnych, czyli pustych łusek albo pocisków bez prochu i spłonki, jest legalne. To pozwala prowadzić bezpieczne eksperymenty i iterować projekt, dokładając brakujący element dopiero na końcu.
Nie chcę tego wyolbrzymiać. To nadal zajęcie niebezpieczne, technicznie trudne i dalekie od skali przemysłowej. Ale kategoria się zmieniła. Amunicja przeszła z pozycji „ograniczenie stałe” na pozycję „problem inżynierski”. A problemy inżynierskie rozwiązuje się iteracyjnie, kumulując wiedzę w sieci, gdzie każdy kolejny eksperymentator zaczyna od miejsca, w którym poprzedni się zatrzymał.
Osobna sprawa, techniczna, ale efektowna: obróbka elektrochemiczna. Pozwala zamienić tanią rurę stalową w lufę z gwintem, używając wiadra, solanki i prostego zasilacza. Bez obrabiarki, bez frezarki, bez niczego, co wymaga zezwolenia.
I jeszcze jedna zmiana filozofii projektowej, która mi się osobiście podoba jako inżynierskie rozwiązanie, niezależnie od tego, co o niej sądzę moralnie. Współczesne projekty świadomie zawierają komponenty ofiarne, zaprojektowane tak, żeby zużyć się pierwsze i zostać szybko wymienione. Zużycie traktuje się jak materiał eksploatacyjny, a nie jak awarię kończącą życie egzemplarza. Broń nie musi być trwała, jeśli części do niej drukuje się na miejscu.
Pocisk kierowany za dziewięćdziesiąt sześć dolarów
W marcu 2026 niezależny inżynier Aliszer Chodżajew opublikował na GitHubie kompletny projekt naramiennego pocisku kierowanego, którego zmontowanie kosztowało go dziewięćdziesiąt sześć dolarów.
Konstrukcja: składane brzechwy stabilizujące, nawigacja oparta na GPS i kompasie, komputer pokładowy na kontrolerze ESP32. Ten sam ESP32, który siedzi w inteligentnej żarówce za trzydzieści złotych. Do tego koncepcja rozproszonej sieci kamer, które triangulują cel powietrzny i podają dane do pocisku w czasie rzeczywistym.
Zestawienie kosztów robi wrażenie nawet na kimś, kto się tym zajmuje. Amerykański Stinger kosztuje około czterystu osiemdziesięciu tysięcy dolarów za sztukę. Program CAMP amerykańskich sił powietrznych, którego całym celem jest radykalne obniżenie ceny, celuje w kilkaset tysięcy. Przechwytywacz Iron Dome mieści się w przedziale od dwudziestu do stu tysięcy.
Zaznaczam wyraźnie: to prototyp, nie broń. Nie wiadomo, czy trafiłby w cokolwiek. Nie ma głowicy bojowej, nie przeszedł żadnych prób. Traktowanie tego jako gotowego systemu byłoby nieuczciwe.
Ale sedno nie leży w skuteczności prototypu. Leży w tym, że projekt istnieje publicznie, jest kompletny i wykonalny z części dostępnych w każdym sklepie z elektroniką. Przemyt pliku zamiast przemytu pocisku podważa całą architekturę kontroli zbrojeń, którą budowaliśmy od lat siedemdziesiątych.
Do tego drobiazg, który dobrze ilustruje beznadziejność podejścia zakazowego. G-code, czyli język, którym opisuje się ruchy drukarki i obrabiarki CNC, jest kompaktowy. Złożony komponent mieści się często w mniej niż tysiącu znaków. Nie da się odróżnić instrukcji na element broni od instrukcji na element legalnej maszyny bez zrozumienia, co geometrycznie powstaje. Filtrowanie tego automatycznie jest, delikatnie mówiąc, trudne.
Czego druk 3D nie rozwiązuje
Byłbym nieuczciwy, gdybym nie postawił granic, bo entuzjazm w tej dziedzinie łatwo przechodzi w bzdurę.
Metalurgia pozostaje barierą. Polimery nie zastąpią lufy, zamka ani niczego, co pracuje pod wysokim ciśnieniem i temperaturą. Spiekanie proszków metali wymaga maszyn za setki tysięcy dolarów, atmosfery ochronnej i obróbki cieplnej po wydruku. Dla grupy zbrojnej w dżungli to jest science fiction i pozostanie nim jeszcze przez dłuższy czas.
Kontrola jakości jest realnym problemem wszędzie tam, gdzie nie ma ukraińskiej dyscypliny instytucjonalnej. Anizotropia, wilgotność filamentu, różnice między egzemplarzami maszyn. Dziesięć procent wydruków będzie wadliwych i nikt tego nie sprawdzi, dopóki część nie zawiedzie w locie.
Energetyka to prawdziwe wąskie gardło i mówię to z pewną ulgą. Materiały wybuchowe, prochy miotające i spłonki wymagają chemii, a nie druku. Prekursory są ewidencjonowane, ich obrót podlega kontroli, a produkcja domowa jest niebezpieczna dla producenta w stopniu, który skutecznie odstrasza. To jest miejsce, gdzie regulacja nadal działa, i o tym piszę osobno dalej.
Bezpieczeństwo operacyjne. Warsztat jest obiektem fizycznym. Ma adres, pobiera prąd, ktoś do niego dowozi filament. Wykrycie jednego punktu produkcyjnego często oznacza rozwinięcie całej siatki.
Skala. Farma stu drukarek nie zastąpi jednej linii wtryskowej, jeśli mówimy o milionach identycznych elementów. Model ukraiński jest hybrydowy i to nie jest kompromis, tylko świadomy wybór: klasyczny przemysł tam, gdzie liczy się wolumen, sieć mikrofabryk tam, gdzie liczy się dopasowanie i tempo.
Warto o tym pamiętać, bo insurgencka logistyka nigdy nie potrzebowała doskonałości. Potrzebowała wystarczalności w warunkach odcięcia. Produkcja addytywna dostarcza dokładnie tego i ani grama więcej.
Wątek, który mnie niepokoi najbardziej
Do tej pory pisałem o konfliktach zbrojnych. Ale to samo zjawisko przenika do środowisk terrorystycznych i tam wygląda inaczej, bo cele są inne.
Raport GNET ze stycznia 2026 zbiera przypadki z ostatnich lat i lektura jest niekomfortowa.
W październiku 2025 belgijskie służby udaremniły w Antwerpii zamach z użyciem dronów uzbrojonych w ładunki wybuchowe. Zatrzymano trzech młodych ludzi. Podczas przeszukań u jednego z nich znaleziono drukarkę 3D. Według prokuratury federalnej podejrzani zamierzali wytwarzać z jej pomocą komponenty bezzałogowców. Celem mieli być między innymi politycy.
We wrześniu 2025 w Stanach Zjednoczonych postawiono zarzuty byłemu żołnierzowi Gwardii Narodowej, który próbował dostarczyć Al-Kaidzie drukowaną broń, w tym ponad sto urządzeń konwertujących broń na ogień automatyczny.
W 2023 doktorant Uniwersytetu w Birmingham, Mohammad Al-Bared, został skazany za zbudowanie na drukarce 3D drona-kamikadze przeznaczonego dla Państwa Islamskiego.
W marcu 2025 ośrodek medialny sympatyzujący z IS opublikował anglojęzyczno-arabski podręcznik instruujący, jak wyposażyć drona w system wideo z użyciem drukowanych mocowań. Wcześniej, w październiku 2024, krążył plakat zachęcający do wytwarzania FGC-9 Mk2, opisywanego jako broń „prosta, tania i dostępna dla mudżahedina w każdym miejscu na świecie”.
A w lipcu 2024 raport Rady Bezpieczeństwa ONZ odnotował, że somalijski Al-Shabaab eksperymentuje z drukiem 3D przy produkcji broni i komponentów do adaptacji komercyjnych dronów.
Ocena GNET jest przy tym wyważona i zgadzam się z nią. W krótkim horyzoncie drukowana broń pozostaje dla tych środowisk zdolnością uzupełniającą i eksperymentalną, nie zastępczą. Propaganda dżihadystyczna nadal promuje metody prymitywne, czyli noże, pojazdy i podpalenia, bo są tanie, sprawdzone i nie wzbudzają podejrzeń przy zakupie. Ciekawostka na marginesie, o której autor raportu wspomina: nie odnotowano dotąd żadnej fatwy dotyczącej broni drukowanej, co samo w sobie hamuje jej adopcję w tych kręgach.
Ale kierunek jest jednoznaczny, a próg wejścia spada z każdym rokiem.
Część druga: sześć wojen
Mjanma
Zaczynam od Mjanmy, bo to konflikt, który pod względem skali użycia dronów plasuje się w światowej czołówce, a w polskich mediach praktycznie nie istnieje.
Raport LSE IDEAS ze stycznia 2026 nazywa go wprost drugą największą wojną dronową świata. Wcześniejsze zestawienia ACLED lokowały go na trzecim miejscu, za Ukrainą i Rosją. Nie będę rozstrzygał tego sporu metodologicznego, bo różnica wynika głównie z tego, co się liczy jako zdarzenie dronowe. Istotne jest co innego: mówimy o skali porównywalnej z frontem europejskim przy nieporównywalnie mniejszej uwadze.
Punktem zwrotnym była adaptacja cywilnych dronów rolniczych. To maszyny projektowane do opryskiwania pól, o dużym udźwigu i prostej konstrukcji, dostępne w handlu w całej Azji Południowo-Wschodniej. Siły oporu zaczęły przenosić nimi improwizowane ładunki wybuchowe.
Kluczowa jest tu obserwacja z raportu LSE, którą uważam za najważniejsze zdanie w całej literaturze o tym konflikcie. To nie technologia zrobiła różnicę, tylko zdolność organizacyjna, manewrowa i finansowa organizacji oporu, która przekształciła tanie platformy rolnicze w masową broń lotniczą. Sprzęt był dostępny dla wszystkich. Umiejętność jego zorganizowania w system nie.
Zaplecze produkcyjne opisałem wyżej i nie będę się powtarzał. Dodam tylko, że kombinacja ograniczeń jest tu skrajna: sankcje, blokada, teren utrudniający transport i przeciwnik dysponujący lotnictwem. Warsztat z drukarkami rozwiązuje trzy z tych czterech problemów naraz.
Osobna kwestia to łączność, i tu wchodzę w teren wnioskowania, więc zaznaczam to wyraźnie.
Górzysty, gęsto zalesiony teren robi rzecz, którą łatwo przeoczyć: drastycznie tłumi fale o wyższych częstotliwościach. Standardowe pasma dronowe, czyli 2,4 GHz i 5,8 GHz, tracą zasięg w koronach drzew i przy wysokiej wilgotności. Fizyka jest tu nieubłagana i rozwiązanie inżynierskie może być tylko jedno: zejść niżej. Pasma poniżej gigaherca, czyli 433 MHz albo 868/915 MHz, przenikają roślinność znacznie lepiej kosztem przepustowości. Otwarte protokoły sterowania w rodzaju ExpressLRS obsługują te pasma standardowo i są darmowe.
Czy PDF-y używają dokładnie takich rozwiązań? Logika mówi, że musiałyby. Źródeł potwierdzających konkretne modele sprzętu nie znalazłem i nie będę udawał, że znalazłem.
Na koniec rzecz, o której w entuzjastycznych tekstach o oporze się nie pisze. Junta nie stoi w miejscu. Doniesienia wskazują na dostawy dronów z Chin i Rosji, w tym platform z wyposażeniem noktowizyjnym, które w 2025 roku zaczęły przechylać bilans powietrzny na jej korzyść. To jest wojna dronowa obustronna i eskalująca, a nie opowieść o Dawidzie z drukarką. Strona lepiej finansowana nadal ma przewagę, tylko musi się o nią bić.
Sahel
Sahel przeszedł w ciągu trzech lat drogę, której nie przewidywałem. Z klasycznej partyzantki asymetrycznej w kierunku operacji manewrowych o charakterze niemal konwencjonalnym.
Aktorzy technologiczni to JNIM, czyli Dżama’at Nusrat al-Islam wal-Muslimin, oraz FLA, Front Wyzwolenia Azawadu. Przeciwko nim siły państwowe Mali i Nigru oraz rosyjski Africa Corps.
Trajektoria zdolności jest dobrze udokumentowana. Pierwsze uzbrojone uderzenie dronowe: wrzesień 2023. Do czerwca 2025 kilkanaście skoordynowanych operacji. Arsenał obejmuje dziś uderzenia FPV z głowicami kumulacyjnymi przeciwpancernymi oraz, i to jest sedno, drony sterowane światłowodem.
Zatrzymam się przy tym dłużej, bo to jest przypadek transferu technologii, który da się prześledzić niemal krok po kroku.
Drony światłowodowe pojawiły się jako odpowiedź na dojrzałą walkę elektroniczną na froncie ukraińsko-rosyjskim. Idea jest banalna i przez to genialna: zamiast sterować dronem przez radio, które da się zagłuszyć, rozwija się za nim cienki kabel światłowodowy ze szpuli. Kabel przenosi sygnał sterujący i obraz. Zagłuszyć się go nie da, bo nie ma czego zagłuszać. Dron nie emituje nic w eterze, więc nie namierzą go też systemy detekcji emisji radiowej.
Wady są oczywiste. Kabel się plącze i zrywa, ogranicza manewrowanie, waży, a szpula zajmuje ładowność. Ale w środowisku nasyconym walką elektroniczną drona radiowego się po prostu nie doprowadzi do celu, więc te wady stają się akceptowalne.
W 2026 roku FLA stał się pierwszą niepaństwową grupą w Sahelu, która wdrożyła tę technologię. Nie JNIM, na co wskazywały wcześniejsze przypuszczenia, tylko FLA.
Africa Corps odpowiedział symetrycznie, uruchamiając własne światłowodowe FPV przeciwko FLA i JNIM. Mamy więc pierwszy teatr poza Europą Wschodnią, na którym obie strony prowadzą wojnę światłowodową.
Warto docenić ironię geograficzną. Płaski, pustynny krajobraz Sahelu jest z natury przyjazny dla obrońcy dysponującego radarem i rozpoznaniem radioelektronicznym. Nie ma się gdzie schować, nie ma terenu maskującego. Ale przeciwko dronowi, który nie emituje niczego, cała ta przewaga po prostu przestaje działać. Technologia unieważniła geografię.
Drugi filar to koordynacja powietrzno-lądowa. Drony FPV przestały być odizolowanym środkiem napadu. Są wpięte w działanie szybkich oddziałów naziemnych poruszających się na pick-upach i motocyklach: rozpoznanie, wskazanie gniazd oporu, natychmiastowa neutralizacja w bezpośrednim wsparciu nacierającej piechoty. To jest w gruncie rzeczy klasyczne współdziałanie rodzajów wojsk, tyle że rolę lotnictwa wsparcia pełni sprzęt za tysiąc dolarów.
Rezultat operacyjny przyszedł wiosną 2026. Dwudziestego piątego kwietnia JNIM i FLA przeprowadziły skoordynowaną ofensywę o zasięgu ogólnokrajowym, uderzając w rejonie Bamako i przejmując kluczowe bazy w północnym Mali. Odzyskano Kidal. W tym samym okresie w zamachu z użyciem pojazdu-pułapki zginął malijski minister obrony Sadio Camara.
To nie jest już nękanie. To kampania zdolna zmieniać kontrolę terytorialną.
Rola druku 3D jest tu skromniejsza niż w Mjanmie, choć obecna. Lokalne warsztaty wytwarzają stateczniki i mocowania do adaptowanych głowic, między innymi z amunicji do RPG-7, optymalizując je pod trafienie w słabiej opancerzoną górną półsferę pojazdu. Piszę to jako wnioskowanie z analogii ukraińskiej i z dostępności technologii, nie jako fakt potwierdzony analizą.
Sudan
Sudan jest w tym zestawieniu przypadkiem najbardziej ponurym i chcę o tym napisać wprost, zanim przejdę do techniki.
Wszystko, co niżej opisuję jako innowację, przekłada się w Sudanie przede wszystkim na zabitych cywilów. Szacunki oparte na źródłach lokalnych i międzynarodowych mówią o czterystu osiemdziesięciu do pięciuset zabitych i ponad tysiącu dwustu rannych w bezpośrednich uderzeniach dronowych od stycznia 2026. To nie jest przypis do rozdziału o technologii. To jest główny efekt tej technologii w tym kraju.
Teraz technika.
Sudańska Korporacja Przemysłu Wojskowego zaprezentowała amunicję krążącą Safaroog, jednorazowy dron uderzeniowy o zasięgu rzędu sześciuset kilometrów, wyposażony w rozwiązania antyzagłuszające. Sprzęt jest już w służbie. Poza tym siły rządowe dysponują irańskimi Mohajerami-6 i Ababilami-3, turecko-pakistańskimi YIHA-III rozmieszczonymi w Kordofanie oraz systemami Bayraktar.
RSF poszły w masowo modyfikowane wielowirnikowce z importowanymi komponentami i skierowały je przede wszystkim przeciwko infrastrukturze. Uderzenia objęły stacje energetyczne w Omdurmanie, rafinerię w Chartumie, szpital i dzielnice mieszkalne w El-Obeid, bazy lotnicze i węzły logistyczne w Port Sudanie, instalacje w rejonie Atbary oraz tamę w Merowe.
Jest w tym coś, co warto nazwać po imieniu. Sudan pokazuje, że dostępność sprzętu komercyjnego zatarła różnicę między operacją taktyczną a strategiczną. Platforma kosztująca ułamek ceny pocisku manewrującego niszczy infrastrukturę krajową wartą setki milionów dolarów. Nie ma już progu wejścia do uderzeń strategicznych. Wystarczy zasięg i cierpliwość.
Do tego dochodzi kwestia finansowania, o której mówi się za rzadko. Analizy wskazują na transnarodowe sieci zaopatrzenia napędzane eksploatacją zasobów naturalnych, głównie złota przerzucanego z Sudanu przez Republikę Środkowoafrykańską do Emiratów i dalej na rynki azjatyckie. To model odporny na klasyczne sankcje, bo w ogóle nie przechodzi przez system bankowy. Złoto jedzie samolotem, wraca sprzęt.
Nie widzę dobrego rozwiązania tego problemu i nie będę udawał, że widzę.
Morze Czerwone
Kampania Hutich jest jedynym przypadkiem w tym zestawieniu, gdzie mamy trzy domeny naraz: powietrzną, nawodną i podwodną. To ją wyróżnia i to czyni ją najtrudniejszą do obrony.
Warstwa powietrzna opiera się na amunicji krążącej z rodziny Shahed-136, u Hutich nazywanej Waid-2. Wysyłana jest falowo i pełni funkcję, którą warto nazwać wprost: ma zmusić okręty koalicji do zużycia drogich efektorów przeciwlotniczych i do ujawnienia własnych systemów walki elektronicznej. To jest atak na budżet i na procedury, nie na kadłub.
Warstwa nawodna to rodzina bezzałogowych łodzi Toofan. Toofan-1 przenosi około stu pięćdziesięciu kilogramów materiału wybuchowego przy prędkości do trzydziestu pięciu węzłów. Huti deklarują, że wariant Toofan al-Mudammer ma głowicę o masie od tysiąca do tysiąca pięciuset kilogramów i osiąga czterdzieści pięć węzłów. Powtarzam: to deklaracja strony konfliktu, złożona w materiale propagandowym. Traktuję ją z dużą rezerwą. Sama koncepcja natomiast jest potwierdzona bojowo, bo USV brały udział w atakach, które doprowadziły do zatonięcia jednostek handlowych.
Warstwa podwodna jest najsłabiej rozpoznana i najbardziej mnie niepokoi. W lutym 2024 CENTCOM zniszczył bezzałogowy pojazd podwodny na wodach kontrolowanych przez Hutich. Komponenty UUV znaleziono też w dostawie broni z Iranu przechwyconej przez amerykańską Straż Wybrzeżną. Amerykańskie uderzenia obejmowały cele związane z dronami podwodnymi.
Dlaczego to niepokoi bardziej niż reszta. Dron powietrzny widać na radarze i słychać. Łódź bezzałogową widać. Pojazdu podwodnego nie widać niczym poza hydroakustyką, a hydroakustyka na płytkim, ruchliwym akwenie z intensywnym ruchem handlowym jest wyjątkowo zawodna. Do tego uszkodzenie poniżej linii wodnej jest znacznie groźniejsze niż trafienie w nadbudówkę.
Architekturę dowodzenia Hutich określa się jako heterarchiczną, co znaczy tyle, że nie ma jednego węzła, którego zniszczenie rozbiłoby system. Wymiana danych jest rozproszona. Ograniczenie horyzontu radiowego na morzu, wynikające po prostu z krzywizny Ziemi, obchodzi się przy pomocy dronów pełniących rolę przekaźników na dużym pułapie albo łączności satelitarnej.
Naprowadzanie końcowe opiera się na tanich kamerach termowizyjnych w paśmie EO/IR, odpornych na przeciwdziałanie elektroniczne. Po uchwyceniu sygnatury termicznej kadłuba platforma nie potrzebuje już łączności z operatorem. Dzieje się to dokładnie w tej fazie, w której obrona okrętu pracuje najintensywniej, i jest to rozwiązanie inżyniersko eleganckie w sposób, który trudno podziwiać.
Na koniec rzecz, która przeczy potocznemu obrazowi Hutich jako irańskiej marionetki. Analizy przechwyconych transportów pokazały, że jedynie około pięciu procent komponentów pochodziło bezpośrednio z Iranu. Reszta wywodziła się z szesnastu różnych jurysdykcji. To jest globalny łańcuch dostaw podwójnego zastosowania, a nie prosty transfer od sponsora. Huti mają też własne zdolności wytwórcze, z warsztatem dronowym w Hodejdzie i ośrodkiem rakietowym przeniesionym do Saady, i według doniesień wykorzystują druk 3D do części dronów i pocisków.
Wniosek dla polityki nieprzyjemny: odcięcie Iranu nie odetnie Hutich.
Meksykańskie i brazylijskie miasta
Ten rozdział zatytułowałem świadomie tak, żeby nie brzmiał jak rozdział o przestępczości. Bo to nie jest rozdział o przestępczości.
W Meksyku i Brazylii toczy się konflikt, który technologicznie nie różni się od tego w Sahelu. Różni się wyłącznie tym, jak go klasyfikujemy prawnie.
Ewolucja przebiegła identycznie jak wszędzie indziej. Najpierw granaty przywiązywane do komercyjnych quadkopterów. Potem improwizowane ładunki. Teraz drony FPV z amunicją drukowaną w 3D oraz, co szczególnie znaczące, własne systemy antydronowe po stronie karteli.
Ładunki bywają prymitywne: granaty odłamkowe z drukowanym mechanizmem zwalniającym, materiał w rurach PVC, puszki wypełnione odłamkami i azotanem amonu. Prymitywne i skuteczne.
Ale najważniejszy jest kanał transferu wiedzy, bo jest bezpośredni i udokumentowany. Członkowie karteli zaciągali się do ukraińskiego Legionu Międzynarodowego, gdzie przechodzili szkolenie w taktyce dronowej w jednej z najbardziej doświadczonych bojowo formacji świata. Potem wracali. I wracali nie jako uczestnicy, tylko jako instruktorzy z realnym doświadczeniem frontowym.
Trudno o czystszy przykład tego, jak doktryna wojskowa przecieka do świata przestępczego.
Warto zresztą pamiętać, że meksykańskie kartele nigdy nie były amatorskie. Los Zetas założyli komandosi z Grupo Aeromóvil de Fuerzas Especiales, szkoleni przez siły specjalne Stanów Zjednoczonych, Francji i Izraela, którzy zdezerterowali, żeby zostać zbrojnym ramieniem kartelu Zatoki. To nie są ludzie odkrywający wojskową technologię. To są ludzie, którzy ją znają i adaptują.
Specyfika miejska daje im przewagi, których nie ma nigdzie indziej. Przede wszystkim gęstą infrastrukturę telekomunikacyjną, pozwalającą operatorowi znajdować się kilometry od miejsca ataku, w głębi kontrolowanej dzielnicy. Do tego stały monitoring termowizyjny dyslokacji sił policyjnych, spływający w czasie rzeczywistym do węzłów dowodzenia.
Praktyczny skutek jest taki, że efekt zaskoczenia w klasycznych operacjach antynarkotykowych praktycznie przestał istnieć. Wjazd oddziału do dzielnicy jest widoczny, zanim oddział dojedzie. Operacja, która miała trwać dwadzieścia minut, zamienia się w wielogodzinne starcie manewrowe.
Państwa reagują, choć chaotycznie. Departament Obrony USA dostarczył w 2026 roku technologię antydronową o wartości około dwudziestu milionów dolarów na granicę południową. Przed mundialem FIFA Meksyk kieruje do ochrony stadionów Pierwszy Batalion Szybkiego Reagowania szkolony w taktyce C-UAS, a Stany przeznaczyły ponad dwadzieścia cztery miliony dolarów dla Secret Service na protokoły antydronowe. Zakontraktowano systemy Cyber-over-RF firmy Sentrycs i DroneHunter F700 firmy Fortem.
I jeden epizod, który dobrze pokazuje skalę bałaganu. Dziesiątego lutego 2026 zamknięto przestrzeń powietrzną nad lotniskiem w El Paso. Początkowo mówiono o teście systemu antydronowego. Skończyło się przyznaniem przez armię, że strzelano do balonu mylarowego wziętego za drona z Meksyku, a cała sprawa przerodziła się w spór kompetencyjny między FAA a Departamentem Obrony.
Wyciągnąłbym z tego wniosek szerszy niż meksykański. Systemy antydronowe wdrażane w pośpiechu, w gęsto zaludnionym środowisku cywilnym, będą generować fałszywe alarmy i incydenty. To jest koszt, który trzeba wkalkulować, a nie traktować jako wpadkę.
Kaukaz Południowy
Krótko, bo to najmniej rozwinięty przypadek, ale wart odnotowania z jednego powodu: pokazuje, jak wygląda państwowa odpowiedź na przegraną wojnę powietrzną.
Armenia po 2020 roku, po doświadczeniu Górskiego Karabachu, gdzie tureckie i izraelskie systemy bezzałogowe odegrały rolę rozstrzygającą, buduje krajowy przemysł bezzałogowy praktycznie od zera.
Najbardziej widocznym efektem jest Davaro Defence Systems. Portfolio obejmuje DDS-10K, odrzutowy dron-przechwytywacz zaprezentowany publicznie dwudziestego ósmego maja 2026 na paradzie w Erywaniu: głowica do dwunastu kilogramów, dwieście kilometrów na godzinę, zasięg do siedemdziesięciu kilometrów, pułap do ośmiu tysięcy metrów. Wcześniej, w październiku 2025, firma pokazała amunicję krążącą Dragonfly-3. Do tego rodzina platform naziemnych TORQ: wariant opancerzony, UGV w układzie 8×8, wersja gąsienicowa, stawiacz min i ML 4×4.
Ten ostatni element jest najciekawszy taktycznie. Platforma zdolna do autonomicznego stawiania pól minowych pozwala budować strefy zaporowe w dolinach i wąwozach bez wysyłania tam ludzi. W terenie górskim, gdzie liczba dróg przejścia jest ograniczona, to jest sensowna odpowiedź na deficyt demograficzny.
Davaro szuka partnerstw zagranicznych i demonstrowała UGV stronie indyjskiej.
Zaznaczę na koniec, że przewijający się w części publikacji ormiański dron światłowodowy „X-10” nie znajduje potwierdzenia w żadnym źródle, do którego dotarłem. Możliwe, że istnieje. Możliwe, że to zniekształcona informacja. Nie powtarzam jej jako faktu.
Część trzecia: obrona, ekonomia i to, w czym mogę się mylić
Trzy warstwy obrony antydronowej
Klasyczna obrona przeciwlotnicza przegrywa z dronami nie dlatego, że jest nieskuteczna. Przegrywa dlatego, że jest skuteczna zbyt drogo. Strącenie sprzętu za tysiąc pięćset dolarów pociskiem za czterysta tysięcy jest wygraną taktyczną i przegraną strategiczną, powtarzaną tak długo, aż skończą się pociski albo pieniądze.
Odpowiedzią jest warstwowość i każda warstwa rozwiązuje inny problem.
Warstwa pierwsza to detekcja pasywna. Radary często nie wychwytują kompozytowych płatowców lecących nisko, bo ich przekrój radarowy jest zbliżony do ptasiego i tonie w zakłóceniach tła. Rozwiązaniem okazała się akustyka. Rozproszone matryce tanich mikrofonów MEMS zbierają sygnaturę dźwiękową, a algorytmy oparte na różnicy czasu nadejścia sygnału triangulują pozycję, wysokość i prędkość. Uczenie maszynowe, w tym lasy losowe i sieci splotowe, oddziela harmoniczną sygnaturę silnika i łopat od wiatru, ruchu drogowego i wybuchów.
Nie doceniamy tej warstwy wystarczająco, a jest w niej cecha, której nie ma żadna inna: system nie emituje niczego. Stacja wczesnego ostrzegania nie zdradza swojej pozycji, więc nie da się jej namierzyć ani uderzyć wyprzedzająco. Do tego jest tania i skalowalna, bo mikrofon MEMS kosztuje kilka złotych.
Warstwa druga to mikrofale dużej mocy. Zamiast zagłuszać sygnał, emituje się krótki impuls elektromagnetyczny, który fizycznie przepala obwody. Działa na cały rój naraz, bo nie celuje w pojedynczy obiekt, tylko oświetla sektor.
Kluczem do praktycznej użyteczności była półprzewodnikowa rewolucja materiałowa, o której warto powiedzieć słowo, bo tłumaczy, dlaczego to zadziałało akurat teraz. Azotek galu jest doskonałym materiałem na wzmacniacze wysokiej mocy, ale generuje ogromne ilości ciepła. Osadzenie go na podłożu z węglika krzemu rozwiązuje problem, bo węglik krzemu odprowadza ciepło wyjątkowo efektywnie. Efekt: układ pracuje przy gęstościach mocy, które wcześniej wymagałyby chłodzenia cieczą i wielotonowej instalacji. Teraz mieści się na pojeździe.
Systemem referencyjnym jest Epirus Leonidas. W 2025 roku firma dostała kontrakt na około czterdzieści trzy i pół miliona dolarów od biura RCCTO armii amerykańskiej na dwa systemy drugiej generacji. Producent mówi o koszcie „groszy za trafienie” i to jest oczywiście chwyt marketingowy, bo nie uwzględnia amortyzacji ani obsługi. Ale nawet po konserwatywnej korekcie przewaga kosztowa nad pociskiem przeciwlotniczym pozostaje na poziomie kilku rzędów wielkości.
Warstwa trzecia to przechwytywacze kinetyczne, potrzebne dlatego, że dwie pierwsze nie działają na wszystko. Dron światłowodowy jest odporny na zagłuszanie z definicji. Odpowiednio ekranowana elektronika przetrwa impuls mikrofalowy. Zostaje fizyczne zestrzelenie.
Ciekawe jest podejście do sposobu strącania. Zamiast rozbijać cel, wypuszcza się w fazie końcowej siatkę polimerową, która oplątuje wirniki i sprowadza napastnika kontrolowanie na ziemię. Powód jest prozaiczny i całkowicie sensowny: spadający wrak z niewybuchem na pokładzie jest problemem dla tego, nad kim spada. Rozwiązania na rynku to Fortem DroneHunter F700, kontraktowany między innymi na zabezpieczenie mundialu, Diehl Garmr z efektorami Cicada oraz ARGUS A1-Falke.
Ukraina zrobiła z tym coś, co uważam za najważniejszą pojedynczą innowację w obronie antydronowej ostatnich dwóch lat. Drukowane przechwytywacze produkowane na farmach drukarek konsumenckich, w tempie zbliżającym się do stu sztuk dziennie, kosztujące od tysiąca do pięciu tysięcy dolarów za sztukę. Przeciwnikiem jest Szahed szacowany na trzydzieści pięć tysięcy.
To jest odwrócenie równania kosztowego. Po raz pierwszy od początku tej wojny obrona jest tańsza od ataku.
Wspomniany wcześniej P1-Sun firmy SkyFall osiąga czterysta pięćdziesiąt kilometrów na godzinę i przeznaczony jest nie tylko do Szahedów, ale i do pocisków manewrujących. Ukraina oferuje tę technologię partnerom na Bliskim Wschodzie i podejrzewam, że w ciągu dwóch lat zobaczymy ją w kilku europejskich armiach.
Rachunek, który warto zrobić na kartce
Lubię sprowadzać takie rzeczy do liczb, bo liczby są mniej podatne na retorykę.
Weźmy hipotetyczny nalot pięćdziesięciu dronów typu Szahed na cel infrastrukturalny. Koszt po stronie atakującego, przy szacunku trzydziestu pięciu tysięcy dolarów za sztukę, wynosi milion siedemset pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
Obrona pociskami klasy średniej, przy założeniu dwóch pocisków na cel i cenie miliona dolarów za pocisk, kosztuje sto milionów. Stosunek wymiany: około pięćdziesiąt siedem do jednego na niekorzyść obrońcy. Powtórz to trzydzieści razy w ciągu roku, a wyczerpiesz zapasy, których uzupełnienie zajmie lata.
Ta sama obrona przechwytywaczami drukowanymi, przy cenie trzech tysięcy dolarów i dwóch przechwytywaczach na cel, kosztuje trzysta tysięcy dolarów. Stosunek wymiany: około jeden do sześciu na korzyść obrońcy.
Różnica między tymi dwoma scenariuszami nie jest różnicą techniczną. Jest różnicą między wojną, którą można prowadzić latami, a wojną, którą przegrywa się z powodu wyczerpania magazynów.
Zastrzegam, że to rachunek zgrubny. Nie uwzględnia skuteczności przechwycenia, która przy tanich przechwytywaczach jest niższa, ani kosztów systemu kierowania ogniem, ani szkolenia. Ale nawet po wprowadzeniu poprawek rząd wielkości się nie zmienia, a to jest w tej analizie jedyne, co ma znaczenie.
I jeszcze jeden rachunek, prostszy. Rama drona FPV z PA12-CF waży około stu pięćdziesięciu gramów. Przy ośmiu dolarach za kilogram filamentu materiał kosztuje jakieś jeden dolar dwadzieścia. Reszta kosztu platformy to elektronika i silniki. Koszt konstrukcji mechanicznej stał się w tym równaniu zaokrągleniem.
Kiedy koszt struktury spada do zera, przestaje się projektować pod trwałość. Zaczyna się projektować pod wymienność. To jest zmiana filozofii inżynierskiej, nie tylko oszczędność.
Gdzie mogę się mylić
Tę sekcję uważam za najważniejszą w całym tekście i piszę ją, bo w analizach dronowych panuje moda na jednostronny entuzjazm.
Możliwe, że przeceniam trwałość przewagi ofensywnej. Historia wojskowości to seria wahnięć między atakiem a obroną. Karabin maszynowy zdawał się przesądzać o wyższości obrony, dopóki nie pojawił się czołg. Możliwe, że mikrofale dużej mocy plus tanie przechwytywacze plus dojrzała detekcja akustyczna zamkną obecne okno w ciągu pięciu lat, a rok 2026 zapamiętamy jako szczyt, nie jako początek. Nie sądzę tak, ale nie mam mocnego argumentu przeciw.
Możliwe, że mylę dostępność ze zdolnością. To, że grupa zbrojna ma drukarkę i plik, nie znaczy, że ma inżyniera, który rozumie, dlaczego część pęka. Ukraiński sukces opiera się na kapitale ludzkim, którego Sahel czy Sudan nie mają. Możliwe, że w kilku miejscach opisuję szczyt możliwości jako standard.
Możliwe, że łańcuch dostaw jest bardziej kruchy, niż zakładam. Cała ta rozproszona produkcja opiera się na filamencie, elektronice lotu, kamerach, silnikach i akumulatorach, a produkcja tych rzeczy jest skoncentrowana geograficznie w stopniu ekstremalnym. Jeśli ktoś naprawdę potraktuje kontrolę eksportu poważnie, sytuacja może się zmienić szybciej, niż sugeruję. Choć historia kontroli eksportu elektroniki podwójnego zastosowania nie napawa optymizmem.
Prawie na pewno przeceniam znaczenie autonomii. Piszę o Edge AI i o rojach podejmujących decyzje bez operatora, ale między demonstracją laboratoryjną a niezawodnym działaniem w kurzu, deszczu i przy celach, które próbują się maskować, leży przepaść, której branża konsekwentnie nie docenia. Zawodowo obserwuję to od lat i za każdym razem harmonogram okazuje się dwa razy dłuższy.
Nie wiem, co robi Chiny. To jest największa dziura w tym tekście. Chiny są największym producentem drukarek 3D na świecie i jednocześnie największym dostawcą komponentów dronowych. Ich własny program wojskowej produkcji addytywnej jest opisywany szczątkowo w źródłach otwartych. Wszystko, co napisałem wyżej o demokratyzacji technologii, dzieje się w ekosystemie, którego fizyczna podstawa jest chińska, a to ma konsekwencje, których nie potrafię ocenić.
Pięć wniosków, przy których obstaję
Po wszystkich zastrzeżeniach zostaje kilka rzeczy, co do których jestem raczej pewien.
Pierwsza. Monopol państw na precyzyjne środki rażenia został rozbity i nie zostanie odbudowany. Kombinacja oprogramowania otwartoźródłowego, standaryzacji komponentów i taniej produkcji addytywnej obniżyła próg wejścia do poziomu, z którego nie ma powrotu. To nie znaczy, że każda grupa zbrojna ma teraz lotnictwo. Znaczy, że posiadanie precyzyjnych środków rażenia przestało być funkcją budżetu państwa.
Druga. Zdolność do regeneracji stała się osobną kategorią przewagi. Klasyczne miary skuteczności, czyli ilość zniszczonego sprzętu, liczba konfiskat, liczba przerwanych kanałów zaopatrzenia, przestają cokolwiek mierzyć, jeśli przeciwnik odtwarza zdolności szybciej, niż się je niszczy. To wymaga innych wskaźników i innego myślenia o tym, co znaczy zwycięstwo taktyczne.
Trzecia. Struktura płaska bije strukturę hierarchiczną w tempie decyzji. Pionowa procedura, w której rozpoznanie melduje, sztab analizuje, ktoś zatwierdza i dopiero potem następuje uderzenie, jest za wolna wobec dynamiki roju. Małe grupy działają komórkowo: jeden pluton wykrywa, namierza, uderza, naprawia sprzęt i ewakuuje rannych, bez pytania nikogo o zgodę. To wymusza realną decentralizację odpowiedzialności, czyli Mission Command w wersji, która nie jest hasłem z prezentacji.
Czwarta. Matematyka wyniszczenia unieważnia obecną strukturę wydatków modernizacyjnych. Bezzałogowa łódź za trzydzieści tysięcy dolarów uszkadzająca okręt za dwa miliardy. FPV za tysiąc pięćset dolarów niszczący wóz bojowy. Model oparty na małej liczbie drogich, uniwersalnych platform przestaje się bronić ekonomicznie. Środki antydronowe muszą stać się wyposażeniem etatowym każdej kolumny logistycznej i każdej drużyny piechoty, a nie osobnym rodzajem wojsk z własnym budżetem.
Piąta, i pod tą podpisuję się najmocniej. Punkt kontroli przesunął się z produktu na wsad. Usuwanie plików z internetu jest strategią przegraną z definicji, bo plik odtwarza się w sieciach rozproszonych szybciej, niż działa jakikolwiek nakaz sądowy, a G-code jest praktycznie nieodróżnialny od instrukcji legalnej obrabiarki. To, co nadal działa, to kontrola fizycznych wsadów: spłonek, prochów, prekursorów materiałów wybuchowych. Tam jest realna dźwignia i tam powinna iść uwaga regulatora.
Można to ująć krócej: przestańmy próbować zatrzymać technologię, zacznijmy nakładać tarcie w miejscach, gdzie tarcie jeszcze coś daje.
Prognoza 2027–2030, z zaznaczeniem pewności
Pełna autonomia roju, pewność wysoka co do kierunku, niska co do terminu. Dzisiejsze Edge AI zajmuje się stabilizacją, omijaniem przeszkód i utrzymaniem nawigacji przy utracie sygnału satelitarnego. Kolejnym krokiem jest autonomiczny wybór, kategoryzacja i rażenie celu bez pętli radiowej z operatorem. Komunikacja wewnątrz roju przeniesie się prawdopodobnie na modemy optyczne i kierunkowe protokoły siatkowe, co praktycznie unieważni zagłuszanie i uczyni platformy niewidocznymi dla nasłuchu radioelektronicznego.
Techniczne przeszkody są mniejsze, niż się wydaje. Prawne i etyczne są ogromne i będą definiować debatę tej dekady, bo mówimy o delegowaniu decyzji o użyciu siły śmiercionośnej na algorytm. Podejrzewam przy tym, że podmioty niepaństwowe wdrożą to pierwsze, właśnie dlatego, że nie mają nikogo, kto mógłby im tego zabronić.
Produkcja na linii frontu jako standard, pewność wysoka. Improwizowane warsztaty zostaną zastąpione formalnymi stacjami montażowymi. Dziesiątki albo setki drukarek w cyklu ciągłym, blisko linii styczności, prawdopodobnie pod ziemią z uwagi na sygnaturę termiczną i akustyczną. Przejście z filamentu na granulat obniży koszt materiału o rząd wielkości. Spiekanie proszków metali w warunkach polowych pozostanie poza zasięgiem grup niepaństwowych, ale wejdzie do arsenału armii państwowych.
Rozmycie granicy między strefą wojny a miastem, pewność wysoka i niepokój największy. Taktyki wypracowane przez kartele przeniosą się dalej. Wykorzystanie szyfrowanych sieci komórkowych do dowodzenia platformami bojowymi, w połączeniu z faktem, że dron zwiadowczy niczym się nie różni od komercyjnej usługi inspekcji infrastruktury, daje atakującemu brak atrybucji jako broń samą w sobie. Przeciwdziałanie w centrum miasta, przy zachowaniu proporcjonalności i uwzględnieniu legalnego ruchu bezzałogowców, stanie się problemem bezpieczeństwa wewnętrznego, a nie zewnętrznego. Nie mamy na to gotowych ram prawnych.
Instytucjonalizacja obrony, pewność umiarkowana. Spodziewam się obowiązkowej zdolności antydronowej na poziomie kompanii, integracji detekcji akustycznej z infrastrukturą miejską i, co najtrudniejsze, reformy zamówień publicznych pod kątem cyklu iteracji liczonego w tygodniach. Ten ostatni punkt jest najmniej pewny, bo wymaga zmiany kulturowej w instytucjach, które kulturowo się nie zmieniają.
Co z tego wynika dla nas
Kilka rzeczy, które wydają mi się warte przemyślenia w polskim i europejskim kontekście. Piszę je jako propozycje do dyskusji, nie jako rekomendacje, bo nie mam mandatu, żeby cokolwiek rekomendować.
Zdolność produkcji rozproszonej jest elementem odstraszania i warto ją zbudować przed, a nie w trakcie. Nie chodzi o zastąpienie przemysłu zbrojeniowego drukarkami, tylko o zbudowanie drugiej warstwy: zwalidowanej sieci wykonawców, biblioteki modeli, standardów jakości i procedury certyfikacji operatorów. Ukraina zbudowała to pod ostrzałem, improwizując. Budowanie tego w czasie pokoju kosztuje ułamek i zajmuje ułamek czasu.
Biblioteka komponentów to infrastruktura, nie ciekawostka. Sto siedemdziesiąt zwalidowanych modeli ukraińskiego ministerstwa to gotowy wzorzec instytucjonalny: proces walidacji, kontrola wersji, certyfikacja wykonawców, jasne zasady dostępu. Do skopiowania w miesiące, nie w lata.
Obrona antydronowa musi zejść na poziom pododdziału. System za dziesięć milionów chroniący bazę nie pomoże kolumnie zaopatrzeniowej na drodze między bazami. Detekcja akustyczna jest tania, pasywna i skalowalna, a mimo to pozostaje najbardziej niedocenianą warstwą w całej układance.
Regulacja powinna celować we wsady, nie w pliki. Każda złotówka wydana na próbę usuwania modeli CAD z internetu to złotówka zmarnowana. Każda złotówka wydana na ewidencję i kontrolę obrotu spłonkami, prochami i prekursorami to złotówka, która realnie podnosi próg wejścia.
Cykl iteracji jest bronią i mierzy się go w tygodniach. To jest punkt, który uważam za najważniejszy i najtrudniejszy. Jeśli przeciwnik potrzebuje pięciu dni od zidentyfikowania problemu na froncie do wdrożenia poprawki, a my potrzebujemy osiemnastu miesięcy, to nasza wyjściowa przewaga technologiczna nie ma żadnego znaczenia. Zostanie zjedzona w pierwszym kwartale. To nie jest problem inżynierski. To jest problem prawa zamówień publicznych i kultury organizacyjnej, czyli dwóch rzeczy, które zmienia się najtrudniej.
Wracam na koniec do Pappergera i jego klocków Lego.
Rzecz w tym, że on nie opisał ukraińskiej produkcji dronów. On opisał, na czym polega przewaga, i nie zorientował się, że to zrobił.
Klocki Lego mają jedną właściwość, której nie ma żaden dopracowany system: można je złożyć inaczej. W poniedziałek okazuje się, że przeciwnik wprowadził nowy sposób zagłuszania. We wtorek ktoś projektuje nową obudowę. W czwartek pierwsze egzemplarze są na froncie. W piątek wiadomo, czy działa.
Firma, która projektuje dopracowany system, w poniedziałek zaczyna procedurę zmiany specyfikacji.
Nie twierdzę, że tanie drony wygrywają wojny. Twierdzę, że zdolność do odtwarzania siły ognia szybciej, niż przeciwnik potrafi ją niszczyć, stała się osobną kategorią przewagi strategicznej, i że ta zdolność nie wymaga już państwa, budżetu ani fabryki.
Wymaga pliku, drukarki i kilograma filamentu za osiem dolarów.
Piszę o tym, bo mam wrażenie, że w polskiej debacie o modernizacji sił zbrojnych ten wątek w ogóle się nie pojawia, a wydaje mi się dość istotny. Jeśli zajmujesz się obroną antydronową, produkcją rozproszoną albo analizą konfliktów i uważasz, że się mylę, chętnie o tym przeczytam w komentarzach. Szczególnie interesuje mnie odpowiedź na jedno pytanie: jak europejskie siły zbrojne zamierzają skrócić drogę od zidentyfikowania problemu do wdrożenia rozwiązania.
Źródła
Podaję pełną listę, bo uważam, że przy takim temacie to obowiązek, a nie uprzejmość.
Produkcja addytywna
- Travis Veillon, From Filament to Firepower: 3D Printing’s Impact on Warfare, War on the Rocks, 2 kwietnia 2026 — warontherocks.com
- Svitlana Shcherbak, Not Just „Game of Lego”: How Ukraine Turned 3D-Printing into Decentralized Military Conveyor Belt, Defense Express, 7 kwietnia 2026 — en.defence-ua.com
- Raphael Kahan, This dirt-cheap 3D-printed missile is raising red flags for security agencies worldwide, Ynetnews, 16 marca 2026 — ynetnews.com
- Sergey Elkind, 3D-Printed Warfare: A New Phase in Jihadist „Do-It-Yourself” Innovation Targeting the West?, GNET, 21 stycznia 2026 — gnet-research.org
- 3D-Printing in Conflict Zones: A Game-Changer?, GNET, 14 października 2024 — gnet-research.org
- How Ukraine and Russia are increasingly turning to 3D printing to win the drone war, VoxelMatters — voxelmatters.com
- Ukraine Deploys 3D Printed Drones to Combat Russian Shahed Swarms, 3D Printing Industry — 3dprintingindustry.com
- Ukraine offers 3D printed interceptor drone technology to ME partners facing Iranian drone threat, VoxelMatters — voxelmatters.com
- 3D Printing Drone Parts with Nylon PA12 and Composites in MJF and SLS, Beamler — beamler.com
- Weapons on Demand: How 3D Printing Will Revolutionize Military Sustainment, Mad Scientist Laboratory, US Army TRADOC — madsciblog.tradoc.army.mil
- Drones, Missiles & UAVs: The Role of 3D Printing in Modern Warfare, BigRep — bigrep.com
Mjanma
- How Myanmar’s War Became the World’s Second Biggest Drone Fight, LSE IDEAS, styczeń 2026 — lse.ac.uk
- The war from the sky: How drone warfare is shaping the conflict in Myanmar, ACLED — acleddata.com
- Myanmar Rebels Rely on 3D Printed Guns to Fight Military Junta, 3DPrint.com — 3dprint.com
- Anti-Junta Rebels Resort to 3D-Printed Weapons in Myanmar, Jamestown Foundation — jamestown.org
- An Inside View into Drone Warfare in Myanmar, Geopolitical Monitor — geopoliticalmonitor.com
- Myanmar junta’s drones from China, Russia tilt balance of war against resistance forces, South China Morning Post — scmp.com
Sahel
- Countering JNIM’s Drone Proliferation in the Sahel, Policy Center for the New South — policycenter.ma
- Malian Insurgents Attack with Drones, Africa Defense Forum, kwiecień 2026 — adf-magazine.com
- JNIM’s Mali Offensive and the Limits of Counterterrorism in the Sahel, Small Wars Journal, 11 maja 2026 — smallwarsjournal.com
- Russian Africa Corps Deploys FPV Kamikaze Drones in Mali, But the Sky Is Already Contested, Military Africa, czerwiec 2026 — military.africa
- African Non-State Actors Put Drones on the Attack, Lawfare — lawfaremedia.org
Morze Czerwone
- H. I. Sutton, Houthi’s Blowfish: Guide To Explosive USV Threat In Red Sea, Covert Shores — hisutton.com
- Houthi Lethal Underwater Drones Add New Threat to Red Sea, USNI News — news.usni.org
- 2026-006 Red Sea, Bab el Mandeb Strait, Gulf of Aden, Arabian Sea, and Somali Basin: Houthi Attacks on Commercial Vessels, US MARAD — maritime.dot.gov
- The Houthi Drone Supply Chain, Orion Policy Institute — orionpolicy.org
- Houthis expand arsenal with drones and missiles from Iran, The National, 11 maja 2026 — thenationalnews.com
- Evolution of UAVs Employed by Houthi Forces in Yemen, Conflict Armament Research — conflictarm.com
- Watch: Houthis Release Video Of Domestically-built USV Attacking Bulk Carrier In The Red Sea, Marine Insight — marineinsight.com
Sudan
- Sudan’s war becomes drone-driven tech race with civilians caught in the crossfire, The National, 1 lipca 2026 — thenationalnews.com
- Sudan drone strikes kill hundreds as warring parties target civilian sites, Sudan Tribune — sudantribune.com
- Sudan’s Military Industry Corporation debuts one-way attack UAV, DefenceWeb — defenceweb.co.za
- Sudan’s Drone War: SAF Deploys Baykar YIHA-III Kamikaze Drones in Kordofan, Sudan War Monitor — sudanwarmonitor.com
- How has Sudan’s drone war adapted to shifting supply lines?, ACLED — acleddata.com
- War Without End: How Drone Warfare and Failed Diplomacy Are Fragmenting Sudan, The Soufan Center — thesoufancenter.org
Ameryka Łacińska
- Juan Lopez, From Ukraine to Jalisco: How Mexican Cartels Weaponized the Skies, Defense & Security Monitor, 22 maja 2026 — dsm.forecastinternational.com
- Mapping Weaponized Drone Attacks Attributed to Mexican Drug Cartels, Small Wars Journal, 16 lutego 2026 — smallwarsjournal.com
- Drug Cartels Are Adopting Cutting-Edge Drone Technology. Here’s How the US Must Adapt, Atlantic Council — atlanticcouncil.org
- With Drones and IEDs, Mexico’s Cartels Adopt Arms of Modern War, GV Wire — gvwire.com
- Drone Technology in Criminal Hands: Implications for Law Enforcement and Security, Kungl Krigsvetenskapsakademien — kkrva.se
Kaukaz Południowy
- Armenia unveiled a homemade jet-powered drone interceptor, Defence Blog — defence-blog.com
- Davaro Defence Systems, strona producenta — davarodefencesystems.com
- Armenia’s drone industry is growing and looking to international partnerships, CIVILNET — civilnet.am
Obrona antydronowa
- Army Puts $43M Bet On Next Gen Leonidas High Power Microwave Counter Drone Tech, The War Zone — twz.com
- Epirus, Leonidas High-Power Microwave: Directed Energy for cUAS — epirusinc.com
- Novel interceptor drones bend air-defense economics in Ukraine’s favor, Defense News, 5 marca 2026 — defensenews.com
- Passive acoustic detection and localization of drones using MEMS microphones and machine learning, Acta Acustica, 2026 — acta-acustica.edpsciences.org
- Acoustic Drone Detection: Defending Fragile Frontiers, Osinto — osinto.com
- Pulsed RF Power Amplifier: The GaN-on-SiC Guide to Modern Radar Performance, RFHIC — rfhic.com
- Fortem Technologies, DroneHunter F700 — fortemtech.com
- Enforce Tac 2026: Diehl Defence relaunches its Garmr counter-drone system, EDR Magazine — edrmagazine.eu
- Soft Kill: Non-Kinetic Counter-Drone Systems, Norsk Luftvern, 23 marca 2026 — norskluftvern.com
#Drony #druk3D #KonfliktAsymetryczny
Publikacja tutaj przygotowana ze wsparciem #SI
