Kategorie
Le Monde Diplomatique PL Polski

Game of drones Guillaume Pitron, Nr 5 (201), W najnowszym numerze https://monde-diplomatique.pl/game-of-drones/

Na lądzie zasoby się wyczerpują. Dlatego uwaga polityków, wojskowych i inwestorów kieruje się ku oceanowi. A ściślej – w stronę dna morskiego. Zaczyna się nowa era: era eksploatacji głębin. Dziennikarz Guillaume Pitron poświęcił temu tematowi trzy lata badań oraz napisał właśnie książkę Oceany. Nowy podział świata, z której, na zasadach wyłączności, publikujemy fragmenty. Wydaje się, […]
https://monde-diplomatique.pl/game-of-drones/

Guillaume Pitron, Nr 5 (201), W najnowszym numerze

Game of drones

Na lądzie zasoby się wyczerpują. Dlatego uwaga polityków, wojskowych i inwestorów kieruje się ku oceanowi. A ściślej – w stronę dna morskiego. Zaczyna się nowa era: era eksploatacji głębin. Dziennikarz Guillaume Pitron poświęcił temu tematowi trzy lata badań oraz napisał właśnie książkę Oceany. Nowy podział świata, z której, na zasadach wyłączności, publikujemy fragmenty.

Wydaje się, że wszystkie krajowe marynarki wojenne Azji spotkały się tej wiosny 2025 r. w ogromnej hali wystawowej, przylegającej do lotniska Changi w Singapurze, z okazji targów Imdex (International Maritime Defense Exhibition) Asia 2025. Ich wysłannicy prezentują się dostojnie w mundurach ozdobionych szlufkami, nawiązując rozmowy z niezliczoną rzeszą przedstawicieli handlowych. Wystawa ta jest bowiem miejscem spotkań liderów przemysłu obronnego sektora morskiego, którzy przybyli tu, aby zaprezentować swoje najnowsze innowacje: brytyjska firma Rolls-Royce (systemy napędowe dla okrętów podwodnych i fregat), izraelska firma Elbit Systems (sonary), singapurska firma ST Engineering (pokładowe systemy elektroniczne), amerykański producent okrętów wojennych Lockheed Martin, austriacka firma Schiebel i jej Camcopter S-100, dron powietrzny do rozpoznania taktycznego…

Obecna jest równie¿ niemiecka grupa Euroatlas, promuj¹ca swój model Greyshark. Ten podwodny dron o d³ugoœci 8 metrów i wadze 4,5 tony, przypominaj¹cy sylwetk¹ rekina, z ostro zakoñczonym dziobem i napêdem œrubowym, jest przystosowany do szerokiego zakresu zadañ, zarówno cywilnych, jak i wojskowych: „To zale¿y od potrzeb operatora” – wyjaœniaj¹ dwaj handlowcy krz¹taj¹cy siê wokó³ pojazdu. Mapowanie dna oceanicznego, ochrona infrastruktury podwodnej, wydobywanie amunicji porzuconej w g³êbinach… Misje te mo¿liwe s¹ dziêki 16-tygodniowej autonomii Greysharka, która dziesiêciokrotnie zwiêksza jego wydajnoœæ. Z pewnoœci¹, jak twierdz¹ obaj przedstawiciele handlowi, przysz³oœæ nale¿y do tych nowych maszyn, poniewa¿ „ludzie stopniowo ustêpuj¹ miejsca w oceanach autonomicznym technologiom”.

Trzy przeszkody pokonane przez drony

Od połowy XX w. człowiek znajdujący się na pokładach łodzi podwodnych i innych batyskafów zbliża się do dna oceanicznego położonego na głębokości ponad tysiąca metrów. Jednak 80% tych obszarów pozostaje niezbadanych. Trzeba przyznać, że dokładne przeszukiwanie najdrobniejszych zakamarków dna oceanicznego na pokładzie załogowych łodzi typu Nautilus wiąże się z absurdalnymi kosztami. Ponadto jest to niebezpieczne. Wreszcie zajmuje to ogromną ilość czasu. W związku z tym eksploracja dna morskiego postępowała powoli… Te trzy przeszkody można by pokonać dzięki coraz powszechniejszemu stosowaniu dronów. Termin ten odnosi się do różnych rodzajów autonomicznych urządzeń: zdalnie sterowanych przewodowych robotów podwodnych, małych statków pływających po powierzchni, a przede wszystkim pojazdów podwodnych, często określanych angielskim skrótem AUV (Autonomous Underwater Vehicles).

Przemysł naftowy był jednym z pierwszych, który zaczął wykorzystywać te lekkie i kompaktowe urządzenia, zdolne w szczególności do zastępowania nurków podczas prac przy fundamentach platform morskich. Ich autonomia pozwala również wydłużyć czas trwania, a tym samym zwiększyć efektywność, misji poszukiwawczych złóż, i to przy konkurencyjnych kosztach (dron kosztuje „tylko” od 1 do 10 milionów euro). Ich zaletą jest połączenie w jednej obudowie kilku elementów technologicznych: baterii litowo-jonowej zapewniającej wydłużoną autonomię i duży zasięg działania, echosond wielowiązkowych, umożliwiających gromadzenie terabajtów danych podczas każdego zanurzenia, inercyjnego systemu nawigacyjnego do sterowania i nawigacji, a w przyszłości coraz więcej sztucznej inteligencji, która zapewni im rozszerzone możliwości decyzyjne.

„Floty AUV pozwalają zebrać trzy-, czterokrotnie więcej danych niż przy użyciu równoważnych środków powierzchniowych”, przyznaje Jean-Marc Sornin, prezes Abyssa, firmy zajmującej się eksploracją głębin morskich. Łatwo zrozumieć, dlaczego drony stały się preferowanym rozwiązaniem dla niezliczonych gałęzi przemysłu na całym świecie – niektóre z nich obiecują zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na zasoby wynikające ze wzrostu światowej populacji.

Jak podbój Dzikiego Zachodu

Służą one zatem do lokalizowania ławic ryb, eksploracji złóż diamentów i naturalnego wodoru, pobierania środowiskowego DNA, wykrywania wycieków w kadłubie osiadłego na mieliźnie tankowca, zbierania plastiku, inspekcji fundamentów morskich farm wiatrowych, a nawet sporządzania mapy całego dna morskiego. Podwodne drony są wysłannikami naszego gatunku w głębinach, do tego stopnia, że według Jana Opderbecke’a, badacza z dyrekcji floty oceanograficznej we Francuskim Instytucie Badań nad Eksploatacją Morza (IFREMER), „stały się po prostu niezastąpione”.

Entuzjazm ten studzi kontradmirał Éric Lavault, odpowiedzialny za kontrolę dna morskiego: „Krąży mnóstwo atrakcyjnych informacji o dronach, ale podobnie jak wielu przedstawicieli przemysłu, pozostaję sceptyczny. Ten technologiczny zryw będzie, jak to się mówi, kosztował szalone pieniądze”. Kolonizacja mórz za pomocą urządzeń, często pompatycznie nazywanych w reklamach „awatarami”, potrwa długo… Niezależnie od tego, „tysiące AUV działa już we wszystkich zakątkach oceanów”, przypomina portugalski naukowiec João Sousa.

Ich znaczenie może jeszcze wzrosnąć, gdy – wyposażone w większą autonomię – okażą się zdolne do wykonywania wielomiesięcznych misji na pełnym morzu, unikając niepotrzebnych powrotów na ląd. Ostateczną rewolucją byłoby to, że pewnego dnia ocean mogłyby zaludnić „stałe drony”, które całkowicie zerwałyby więź z lądem. Ta całkowita emancypacja będzie wymagała zainstalowania zasilanych energią falową stacji dokujących, sięgających aż do zakamarków podwodnych kanionów: AUV będą się tam na zmianę zatrzymywać, aby opróżnić swoje dyski twarde, naładować baterie, przejść zautomatyzowane operacje naprawcze, przejść w stan hibernacji… zanim zostaną ponownie uruchomione do przyszłych misji. João Sousa postrzega te głębinowe stacje przesiadkowe jako początek kolonizacji nowego Dzikiego Zachodu. „Przypomnijcie sobie podbój Zachodu”, twierdzi naukowiec. „Na początku nie było nic. Potem zbudowano wioski, stacje pocztowe Pony Express. Następnie pojawiły się linie kolejowe… Widzę, że ekspansja oceaniczna przebiega według tej samej dynamiki”.

Oszałamiające wydatki

To, że kolonizacja oceanów to sprawa robotów, stało się oczywiste, gdy Anthony Clake i jego wspólnicy założyli w 2017 r. firmę Ocean Infinity (OI). Trzej mężczyźni postanowili więc zainwestować w systemy technologiczne… wręcz szalone. „Już od samego początku przedstawiciele OI oświadczyli: ‘Możemy jednocześnie wysłać osiem pojazdów podwodnych (AUV) o wartości 10 mln dolarów za sztukę i w ten sposób zbadać ogromne obszary podwodne’”, wyjaśnia jeden z konkurentów. „Do dziś nikt nie miał wystarczająco silnej pozycji finansowej, by to zrobić”. Grupa ta eksploatuje obecnie 15-20 autonomicznych dronów podwodnych, co według niektórych czyni ją „największym rojem AUV na świecie”.

Do tego dochodzą zdalnie sterowane pojazdy przewodowe, zdolne do zanurzenia się na głębokość 6 tys. metrów, kilka statków zaopatrzeniowych i badawczych, autonomiczne pojazdy powierzchniowe, statki sterowane zdalnie… „Ich flota jest oszałamiająca, a środki gigantyczne”, wyjaśnia, pod warunkiem zachowania anonimowości, naukowiec, który widział je w akcji. Te atuty szybko uciszają konkurencję; OI uzyskał zlecenia na poszukiwanie wraków o dużym rozgłosie medialnym: w 2018 r. firma odnalazła argentyńską łódź podwodną „San Juan”, zaginioną rok wcześniej na południowym Atlantyku. W tym samym roku uczestniczyła – bezskutecznie – w poszukiwaniach czarnych skrzynek samolotu MH370 linii Malaysia Airlines, który zaginął w 2014 r. na Oceanie Indyjskim.

Aby obsługiwać taką flotę, Ocean Infinity zatrudnia ponad pięćset osób: „operatorów bezzałogowych statków, pilotów ROV, operatorów AUV, inżynierów robotyki, (…) analityków danych, geodetów, oceanografów i hydrografów”, rozproszonych po Ameryce Północnej, Europie i Azji – podaje firma na swojej stronie internetowej. Wszystkie działania firmy skupiają się wokół centrali w Southampton, na południu Anglii. Oczywiście wysłaliśmy prośbę o wizytę, która jednak pozostała bez odpowiedzi… Naukowiec, który zwiedził to miejsce, opisuje kampus przypominający ośrodek NASA (National Aeronautics and Space Administration): „Trzeba sobie wyobrazić ultrabezpieczny budynek z kontrolą dostępu poprzez rozpoznawanie siatkówki oka, a w środku stanowiska sterownicze identyczne z tymi, które ma się na pokładach statków”, opowiada.

Morskie dno usiane technologiami

Opis ten nawiązuje do hollywoodzkiego filmu Andrew Niccola, Dobre zabijanie (2014), w którym piloci dronów bombardowali Afganistan z kontenerów położonych na pustyni w Nevadzie… „Cóż, tutaj jest tak samo”, wyjaśnia naukowiec: „chłopaki siedzą w pomieszczeniu, otoczeni gigantycznymi ekranami, i sterują robotami poruszającymi się pośrodku Pacyfiku”.

Od 2021 r. firma Ocean Infinity przejmuje konkurentów i nabywa udziały w przedsiębiorstwach zajmujących się analizą geotechniczną, silnikami elektrycznymi dla statków oraz usługami bezpieczeństwa morskiego… Celem jest obecność we wszystkich obszarach działalności związanej z eksploracją morską oraz dywersyfikacja działalności. OI stało się grupą wielosektorową, zawierającą umowy z przedsiębiorstwami telekomunikacyjnymi (w zakresie optymalizacji tras kabli podmorskich) oraz energetycznymi (poszukiwania, konserwacja infrastruktury…), a w 2024 r. również z brytyjskim koncernem naftowym Shell w zakresie dostarczania danych geofizycznych i geotechnicznych. Niektórzy dostrzegają również, że firma zdobywa pozycję na rozwijającym się rynku poszukiwań podmorskich złóż surowców mineralnych, a także na rozrastającym się rynku odzyskiwania aktywów strategicznych.

Morza to bowiem nie tylko królestwo świecącej meduzy, kolosalnej kałamarnicy i zwodniczej ryby księżycowej; są one również cmentarzyskiem starych kabli internetowych i elektrycznych, beczek z odpadami radioaktywnymi, reaktorów atomowych, amunicji porzuconej podczas II wojny światowej… Dno morskie jest również usiane najnowocześniejszymi technologiami, które wszystkie armie pragną odzyskać za wszelką cenę: satelity szpiegowskie, śmieci kosmiczne zawierające stopy metali opracowane w tajemnicy w wojskowym laboratorium, pociski, myśliwce wyposażone w strategiczne systemy szyfrowania. W 2022 r. Stany Zjednoczone zlecają amerykańskiej firmie Phoenix International wydobycie samolotu F-35C Lightning II należącego do Marynarki Wojennej USA, który uległ awarii na Morzu Południowochińskim. Samolot wojskowy zostaje odzyskany, zanim Pekin zdążył go przejąć i szpiegować zainstalowane w nim technologie.

Wyścig wielkich mocarstw

Te wszystkie rynki z otwartymi ramionami przyjmują OI – stał się jedną z nielicznych firm zajmujących się eksploracją oceaniczną, które dziś rozmawiają z państwami jak równy z równym. Do tego stopnia, że niektórzy mogliby zdecydować się na powierzenie mu zadań o znaczeniu suwerennym, związanych z kontrolą dna morskiego, w celu monitorowania tam kabli lub gazociągów. „Dlaczego nie powierzyć firmie Ocean Infinity tej roli w zakresie obrony narodowej?”, pyta inżynier ze Służby Hydrograficznej i Oceanograficznej Marynarki Wojennej (SHOM).

Lecz jak długo OI utrzyma tę przewagę? Czy nie nadszedł już czas, by sprzedać tę międzynarodową korporację z głębin, odzianą w swoje wspaniałe technologiczne atuty? Pojawiają się pytania dotyczące jej rentowności. Grupa, która nie ujawnia swoich obrotów, podobno nadal nie przynosi zysków… Co więcej, na rynek badań dna morskiego wkracza obecnie coraz więcej prywatnych podmiotów – zarówno producentów, jak i operatorów dronów: amerykańskie Phoenix International i Ocean Aero Inc., francuskie Exail Technologies i Abyssa, norweskie Eelume, chińskie Qingdao Ever Maritime Co., Ltd… Nie zapominajmy też o państwach, które rozwijając własne floty, mogą poważnie podważyć autorytet OI już za około 10 lat.

„Wszystkie wielkie mocarstwa morskie nadrabiają zaległości w wyścigu o dno morskie, wyposażając się w środki porównywalne z tymi, którymi dysponuje OI”, stwierdza specjalista ds. niebieskiej gospodarki. Siły zbrojne, które tradycyjnie nie interesowały się zbytnio głębokim morzem, dokonują strategicznego zwrotu. Świadomość francuskiej marynarki wojennej co do konieczności wyposażenia się w drony sięga roku 2019. Z powodu braku własnych środków zleciła wówczas firmie Ocean Infinity poszukiwania La Minerve, łodzi podwodnej zaginionej w 1968 r. u wybrzeży Tulonu z 52 marynarzami na pokładzie. Kampanię przeprowadzono w rekordowym czasie. „Przeszukali obszar wielkości Paryża w niecałe trzy dni!”, opowiada zdumiony świadek proszący o zachowanie anonimowości. Łódź podwodną wkrótce odnaleziono.

Kto dominuje w kontroli dna

Wyczyn ten pozostawił słodko-gorzkie wspomnienia w szeregach generalicji… „To był szok”, przyznaje kontradmirał Lavault. „Uświadomiliśmy sobie wówczas, jak duże opóźnienie ma armia francuska w swojej strategii opanowania dna morskiego oraz jak bardzo konieczne jest lepsze przyswojenie sobie tej dziedziny”. Wykraczając daleko poza przypadek Francji, „dronizacja w dziedzinie obrony morskiej staje się coraz powszechniejsza”, potwierdza przedstawicielka producenta systemów autonomicznych. „Coraz więcej krajów podejmuje inicjatywy w tej dziedzinie”.

W rękach sił zbrojnych drony mogą uczestniczyć w działaniach związanych z rozminowywaniem głębokich den, wykrywać wkroczenia wroga do wyłącznej strefy ekonomicznej (WSE), monitorować i chronić kable podmorskie, a nawet prowadzić działania bojowe na morzu – wojskowi mówią o seabed warfare, czyli „wojnie na dnie morskim”. W perspektywie konfliktu z Chinami narzędzia te mogłyby również pozwolić Amerykanom zrekompensować chińską przewagę liczebną. „Dzięki 500 dronom mogę pokryć obszar Zatoki Perskiej za ośmiokrotnie niższą cenę niż cena krążownika”, stwierdził admirał Charles Bradford Cooper, dowódca amerykańskich sił morskich na Bliskim Wschodzie. Nie ulega zatem wątpliwości, że „pod wodą wydarzy się to samo, co miało miejsce w powietrzu: demokratyzacja i upowszechnienie tej technologii”, przewiduje szef firmy zajmującej się robotyką podwodną.

Ta rzeczywistość potwierdza przede wszystkim przytłaczającą dominację kilku wielkich mocarstw w zakresie kontroli nad dnem morskim. „Jedynie około 15 krajów dysponuje potencjałem przemysłowym pozwalającym na zejście na głębokość 6 tys. metrów, w tym Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Kanada, Chiny… Hindusi i Nowozelandczycy dopiero zaczynają uzyskiwać odpowiednie możliwości”, potwierdza w wywiadzie przeprowadzonym w 2024 r. wysoki urzędnik odpowiedzialny za politykę morską Francji.

Morza podbija się już inaczej

Rozpowszechnianie się dronów wpisuje się bowiem w to, co należy nazwać „pionem władzy technologicznej”, czyli w nieprzerwany łańcuch maszyn, które na zmianę działają od głębin morskich aż po przestrzeń kosmiczną (satelity), przechodząc przez powierzchnię wody (podłączone urządzenia pływające, fregaty) i przestrzeń powietrzną (drony powietrzne), aby pozyskiwać i przekazywać informacje, a ostatecznie zapewnić człowiekowi jak najdokładniejszą wiedzę na temat rzeczywistości oceanów. „Morze to dziś przestrzeń kosmiczna, atmosfera, słup wody i dno morskie”, podkreśla Thierry Duchesne, dyrektor departamentu morskiego Śródziemnomorskiej Fundacji Studiów Strategicznych (FMES), a wszystkie te wymiary okazują się wzajemnie uzupełniające.

To technologiczne kontinuum udziela kluczowej lekcji: mórz nie podbija się już tak, jak robiły to marynarki wojenne przez tysiąclecia, czyli poprzez kontrolowanie współrzędnych geograficznych składających się z długości i szerokości geograficznej; odtąd kolonizuje się je za pomocą robotów rozmieszczonych na wszystkich możliwych głębokościach i wysokościach. Ujmijmy to inaczej: ocean jest zasadniczo przestrzenią pionową; a dominację nad nim przejmą te siły zbrojne, które potraktują go właśnie w ten sposób.

tłum. Zbigniew M. Kowalewski


Guillaume Pitron – Autor książki Océans. Le nouveau partage du monde (2026).

 

 

 

Agregator RSS's avatar

Autor: Agregator RSS

BOT serwujący zawartość wybranych kanałów RSS

Dodaj komentarz